Archive for July, 2010

"To nie przez Patalonga". Szef GROM zaprzecza spekulacjom

July 31st, 2010
- Moja dymisja nie ma nic wspólnego z sugerowaną nominacją dla płk. Piotra Patalonga na szefa Dowództwa Wojsk Specjalnych - zapewnił w rozmowie z "Faktami" TVN płk Dariusz Zawadka, dowódca GROM-u, który wczoraj niespodziewanie podał się do dymisji. To pierwsze wyjaśnienie, jakiego Zawadka udzielił mediom.

Oburzenie i szok we Francji. Brutalna akcja paryskiej policji wobec bezdomnych imigrantów

July 31st, 2010
Oburzenie i szok wywołuje we Francji ujawniony w internecie film wideo, na którym francuscy policjanci w brutalny sposób likwidują obóz bezdomnych imigrantów z Afryki na paryskim przedmieściu. Nagranie obejrzano do sobotniego popołudnia ponad 400 tysięcy razy.

"Waśnie. Powstańcy nie za to oddawali życie"

July 31st, 2010
Współpraca i dialog to przesłanie powstańców - powiedział prymas Polski, abp Józef Kowalczyk w homilii wygłoszonej z okazji 66. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego. Także prezes Związku Powstańców Warszawskich Zbigniew Ścibor-Rylski podkreślał fenomen powstańczej solidarności. Wykonujący obowiązki prezydenta marszałek Sejmu Grzegorz Schetyna stwierdził, że Polska jest dziś wolna dzięki Powstaniu Warszawskiemu.

"Nie poddamy się". Talibowie o zdjęciu szefów z czarnej listy

July 31st, 2010
Afgańscy talibowie powiedzieli, że usunięcie z "czarnej listy" ONZ nazwisk pięciu ich eksprzywódców "nic nie zmieni" w ich stanowisku: jedynie wycofanie sił międzynarodowych może skłonić ich do porzucenia broni.

Nawałnica sparaliżowała Podhale. 50 domów zalanych

July 31st, 2010
W okolicach Zakopanego przeszła tuż po 18.00 nawałnica. Podtopionych zostało ok. 50 domów. Po silnej nawałnicy podtopione zostały gospodarstwa w miejscowościach Czarna Góra, Jurgów i Rzepiska.

Lofoty, egzotyka północy – Adam Kajdewicz | TEAM

July 31st, 2010

Team Media
Po długim czasie rejsów żeglugi śródziemnomorskiej i w tropikach nadeszła pora na egzotykę północy - Lofoty. Ten archipelag wysp i wysepek u wybrzeży Norwegii, położony jest za północnym kołem polarnym i słynie z piękna krajobrazów i możliwości wędkowania, a w ciągu krótkiego lata słońce nie skrywa się za horyzontem. Lofoty są jednym z miejsc, gdzie żeglarska przygoda nabiera pełnego wyrazu.

W sobotę 5 czerwca wylądowaliśmy w Tromso, druga cześć załogi dotarła do portu samochodem. Pogoda nie wzbudzała entuzjazmu - pochmurno z przelotnymi opadami. W oczekiwaniu na przejęcie jachtu armator zaproponował zwiedzanie Tromso. Miasto założone w XIII wieku, posiada jeden z trzech uniwersytetów Norwegii, katedrę protestancką, ogród botaniczny, muzeum polarnictwa, a w centrum miasta występuje duża liczba drewnianych domów z XIX wieku. Z Tromso znanego jako "Wrota Arktyki" na arktyczne szlaki wyruszał Fridtjof Nansen, Roald Amundsen, Umberto Nobile i wielu innych odkrywców zafascynowanych Daleką Północą.

Niedziela, 06. Biorąc pod uwagę sobotnią pogodę zakładam komplet sztormowy plus buty gumowe nie używane od wielu, wielu lat i na początku wygląda na to, że się przydadzą; opad gradu uderzył bez specjalnego ostrzeżenia. Dalej jednak było już tylko lepiej - słonecznie lub z małym zachmurzeniem i tylko temperatury 6-8 stopni na razie nie rozpieszczają. Na lewym trawersie widnieje znana z dni chwały Adama skocznia w Tromso, wokół zielony fiord, w oddali ośnieżone szczyty. Jak na czerwiec sceneria niezwyczajna. Wszyscy podziwiają w milczeniu piękne widoki chłonąc klimat Północy. Na pokładzie Dufour 37 płyną Krzysiek i Agnieszka z Olsztyna, Wiesiek, Dorota, Krzysztof, Władek, Ela ze Szczecina i niżej podpisany, który zorganizował tę wyprawę. Za cieśniną Straums wciąż słaby "twarzowy" wiatr. Na zboczach co chwila widać nieduże, kolorowe, najczęściej na czerwono malowane domki. W kolejny fiord wchodzimy już południowym kursem. Baksztag umila życie, kolejne mile i wspomnienia podróży zostają za rufą. Pierwszy połów zaliczamy przy wysepce Sundnl. Najpierw przychodzi pierwszy nieśmiały dorsz, potem następne. Przy Gisundet mały slalom między pławami. Około 18:00 za długo niewidocznym ciasnym i płytkim wejściem stajemy w marinie Finnsnes.

Poniedziałek 07. Dalej na południe poprzez Solbergfjorden, Tranoyfjorden, Vagsfjorden. W Tjeldsundet sporo pław, trzeba pilnować toru. Dobrze też, że prąd pływowy jest naszym sprzymierzeńcem. Spore wrażenie czyni przechodzenie pod mostami. Niby wiadomo, że są wyższe niż maszt, ale wrażenie niepewności pozostaje do końca. Po południu godzinna przerwa na połów. Jako wędkarski laik dowiaduję się na jakiej głębokości należy stawać, że dryf musi być minimalny, dobre miejsce jest na spadku głębokości lub w pobliżu cieśniny, itd. Podejmujemy rejs znów płynąc pospiesznie kolejnym zakosami Jest północ, na pobliskich szczytach słońce lśni na ośnieżonych zboczach, czas się zatrzymuje, można na by tak płynąć bez końca. Około 0200 w nocy stajemy w Lodingen. Zrobiliśmy dzisiaj duży odcinek, ale dopiero teraz mamy już blisko do Lofotów.

Wtorek 08. Przed odcumowaniem zwiedzamy niewielkie, schludne miasteczko. Stopniowo znikają swetry, cieplejsze koszule. Co twardsi epatują w końcu nagim torsem. Te spacery przed wyjściem i po zacumowaniu stają się codziennym rytuałem.

Wychodzimy późno, ale nie ma pośpiechu, na pewno zdążymy przez zmrokiem. Noc zauważa się jedynie po spadku temperatury. Wokół spokojna, połyskująca ciemnym granatem tafla wody, na zbieżnym kursie pojawiają się promy wycieczkowe, Wiesiek smaży i podaje gorącego dorsza. Czego nam może brakować. Niespiesznymi halsami dopływamy w pobliżu półwyspu Tranoya na południowej stronie Vestfjordu. Nie możemy jednak tak po prostu wejść do portu bez sesji wędkarskiej. Dzisiaj bierze czarniak, rybka mniejsza niż dorsz, ale nie mniej smaczna. W miasteczku mieszkał Knut Hamsun, uwieczniony w niewielkim muzeum. Widok z portu na panoramy ośnieżonych górskich łańcuchów - cudowny. Trudno jest zasnąć. Decydujemy się z Krzyśkiem na kilkunastokilometrowy spacer do latarni morskiej. Las i absolutna cisza zakłócana jedynie głosem kukułki, przydrożne, uśpione domy i mają w sobie coś magicznego. Już wiemy, że warto nam było tu przypłynąć. W pobliżu latarni przycupnęły karłowate brzozy, wokół skały zniszczone wiatrami i morzem. Na horyzoncie kontrastują z nimi ostre szczyty Lofotów.

Środa 09. Przywitał nas 4/5 B, bezchmurne niebo i piękna żeglarska pogoda. Długimi halsami płyniemy ku słońcu. Morze skrzy się refleksami, poszum fali uspokaja, nadszedł czas prawie ekstatycznego żeglowania. Godzina mija za godziną, dzień jest inny niż poprzednie, dodając swe niepowtarzalne wrażenia. W pobliżu wyspy Skrova w zielonej zatoczce odbywa się sjesta połączona z wędkowaniem. Po kolejnym zaciągu czas wyruszyć dalej. Godzina silnika i cumujemy w Svolvear, "big city of Lofoten" jak pisze locja. Rozmowy przeciągają się do późna. Ten brak zmierzchu zakłóca zwykły rytm dni i nocy, a może też przyczynia się do tego kolejna herbatka z wkładką.

Czwartek 10. W porównaniu do poprzednich portów Svolvear jest wyraźne większym miastem, na ulicach panuje spory ruch. Samo centrum jest schludne, ale domy niezbyt okazałe natomiast w willowej dzielnicy widać zamożność i dobry gust właściciel kolejnych posiadłości. Widoki krajobrazów z nich - urzekające.

Po południu kurs na zachód. Znów halsowanie, zmiany sterników, żeglarskie rozmowy. Przy końcu dnia wejście pośród skał i pod niewysoką linią wysokiego napięcia do spokojnego porciku w Stamsund. Na kei chwile rozmowy z wesołymi Norweżkami, przyjazne uśmiechy, szczere i wzajemne życzenia dobrej nocy.

Piątek 11. Od rana czyli od 2400 zaczynamy świętowanie urodzin Krzysztofa, zapalonego wędkarza, który przygotował na tę okazję cały zestaw dań z ryb. O późniejszym niż zwykle poranku spojrzenie na miasteczko. W porcie jest sporo statków rybackich, na kei suszą się sieci. Ze wzgórza przy jednym z domów widać całą zatokę i niebieskie morze zamknięte ścianami Vestfjordu. Ten świat czeka nas za godzinę, na razie wygrzewam się na skałach w delikatnym poszumie drzew, w towarzystwie szybujących mew, oddając się marzeniom.

Na szlaku znów słoneczny, niespieszny baksztag na zachodnim kursie, potem na zmianę silnik, dla urozmaicenia dnia przychodzi szkwał i sztill. Przed wejściem do Reine sesja wędkarska na ok. 40 m głębokości. Po kilkunastu braniach szukamy wielkiej ryby na większej głębokości. Z sukcesem. Krzysztof łowi dorsza o długości 80 cm, Wiesiek o długości 56 cm. Są bardzo usatysfakcjonowani. Wejście do Reine jest bardzo płytkie przy niskiej wodzie, ale akceptowalne. Chcemy zatankować paliwo z automatu. Niestety, nie akceptuje on polskich kart. Młody Norweg bierze paliwo na swoją kartę, a my zwracamy mu gotówkę.

Sobota 12. Tak ciepło jeszcze nie było. Wystarczają krótkie spodenki i koszulki z krótkimi rękawami. Prawie nie do wiary. Kilka godzin spaceru pozwala poznać okolicę, a ta jest wyjątkowo piękna. Wokół skalistego, klifowego fiordu u podnóża stromych zboczy usadowiły się kolorowe rorbu, dawniej sezonowe chatki rybaków, dzisiaj częściowo apartamenty do wynajęcia dla turystów. Przejrzysta woda fiordu o seledynowym odcieniu czaruje w słońcu swym wdziękiem. Z jednego z otaczających wzgórz, na które wspinany się pospiesznie po wilgotnych mchach, widok spokojnego i obdarowanego dzisiaj słońcem dzieła Stwórcy jest fantastyczny. W drodze powrotnej zwiedzamy cmentarz, tablice na grobach są skierowane napisami w stronę morza. Spoczywającym tu, żeglującym już po ocenie ducha, powinien się ten pomysł podobać.

Po południu przy braku wiatru żegluga marnie nam idzie, zajmujemy się więc wędkowaniem, kontemplacją i innymi ważnymi sprawami. Wieczorem cumujemy w Sorveagen Pomost jest zajęty przez rybackie kutry, ale starczy nam jeszcze miejsca do czoła pomostu. Z sąsiedniego kutra pożyczamy dwa duże odbijacze, aby jacht był na pewno całkowicie bezpieczny przy pomoście w ciągu nocy. Rano wynagradzamy rybaka produktem polskich browarów - jest bardzo zadowolony. Norwegia to w niektórych regionach to kraj prawie z prohibicją.

Niedziela 13. Znów poranna wycieczka na okoliczne wzgórza otaczające niewielkie jeziorka i chwile zadumy na urodą krajobrazu. Na morzu nieźle dmucha, ale pod podwójnie zarefowanym grotem i mocno skróconą genuą płyniemy bez szaleństw 4/5 węzłów pełnym bajdewindem. Po południu stajemy w Nusfjordzie. Na wejściu jego surowy wygląd i zachmurzone niebo przytłaczają. Atmosfera zmienia się jednak po zacumowaniu. Wokół portu widać osiedle eleganckich, wakacyjnych domków dla turystów zwanych rorbu. Mały spacer pośród zielonych wzgórz pozwala odkryć dwa piękne jeziorka otoczone stromymi skałami i spływającymi do nich wodospadami. Pejzaż jak z bajki. W marinie oglądamy bardzo dobry, krótki film o pracy rybaków na Lofotach. Bije z niego szacunek dla ciężkiej pracy rybaków i podziw dla piękna północy.

Poniedziałek 14. Znów piękny żeglarski dzień, 4/5 B, pełny bajdewind i rozfalowane w słońcu morze. Na trawersie ukazują się kolejne przylądki. Wieczorem cumujemy w niewielkim porciku w Kabelwaag. Innych jachtów tu także nie widać. W miasteczku znów spotykamy pracujących na Lofotach Polaków. Na spacerze odkrywamy kościół "Vagen Kirke", mający ponad 1000 miejsc siedzących dla rybaków z flot łowiących tu zimą dorsza, bijącego w niebo strzelistą iglicą dzwonnicy.

Wtorek 15. Dzień na znany fiord Raftsundet. Wiatr szczęśliwie z baksztagu 4/5B, szybko prześlizgujemy się pomiędzy kolejnym pławami i spłyceniami. Jest pochmurno, po obu stronach mijamy strome, i skaliste brzegi. Około południa osiągamy Trollfjord, jeden z najbardziej urzekających fiordów Norwegii. Za wąskim wejściem podziwiamy pionowe, spadające do wody skały i wodospad, do którego statek turystyczny podpływa tak blisko, że turyści mogą z dziobu bawić się spadającą wodą. Na jakiś czas wychodzi słońce zza warstwy sinych chmur stwarzając okazję podziwiania fiordu w całej jego krasie. Żaden podmuch nie marszczy tafli wody. To piękne i majestatyczne dzieło Natury niepostrzeżenie przedłuża czas kontemplacji. Kolejny odcinek Raftsundet, o zielonych brzegach i przedziwnych kształtach skalnych kompozycji pokonujemy niespiesznie pod genuą, by móc jak najwięcej zachować z czaru Lofotów.

Po wyjściu z fiordu wędkarski postój, tym razem prawdziwe dorszowe szaleństwo. Ryby biorą jak nawiedzone, kolejne zaciągi obfitują jednorazowo w 2, 3 lub nawet 4 ryby, wędkarze ani myślą przestać. Po napełnieniu jednak dwóch dużych skrzynek przychodzi czas opamiętania. Na postój stajemy longside przy rybackim kutrze w Ingelsfjord. Przez kilka godzin do późna w nocy męska cześć załogi oprawia i filetuje zdobycz.

Środa 16. Wracamy do Tromso zachodnią trasą pomiędzy wyspą Hinnoya na wschodzie i wyspami Hadsel, Langoya, Andoy na zachodzie - to już wyspy Westeralen. Po lewej mijamy Stokmarkness, ważne historyczne miasto dla handlu i transportu na Westeralen, swego czasu największe miasto w północnej Norwegii, opisane przez Knuta Hamsuna. W porównaniu z miasteczkami Lofotów Stokmarkness imponuje wielkością. Przy Andoya czas na silnik na bardzo wąskim, ale znakomicie oznakowanym przejściu Risoysundet. Nie kombinujemy z żaglami, bowiem zejście ze szlaku to gwarantowana katastrofa na płytkich rafach. Za przejściem znów szeroka woda aż do wyspy Bjorkaya, gdzie aby nie nadkładać drogi wokół wyspy, przeciskamy się wąziutkim przejściem miedzy pionowymi ścianami. Chyba od rejsu na Alandach nie żeglowałem tak blisko pomiędzy skałami jak teraz.

Kolejne cumowanie mamy przy pomoście w Nergardsvika, jak gdzie indziej w tym rejsie jesteśmy jedynymi gośćmi w porcie, ale nie narzekamy z tego powodu. To od wielu lat jedyny taki rejs, gdzie można być jedynym jachtem w porcie i spotkać w rejsie tylko kilka innych żeglujących jachtów. Gdzieś na dnie dusza odkrywcy drzemiąca w każdym z nas raduje się i mówi, jest mi dobrze z tą samotnością.

Czwartek 17. Na spacerze niepozorne z zewnątrz miasteczko okazuje się mieć ponad dwa tysiące lat historii. Jego najbardziej sławne czasy przypadły na okres świetności Wikingów kiedy to zawijały tu potężne drakary w wojownikami północy. Dzisiaj niewielki kościółek z modelami statków bardzo pasuje swym wystrojem do atmosfery tego miejsca. Dla nas natomiast krajobrazy morza i gór z zagubionego na północy Nergardsvika podobnie jak wszystkie inne piękne miejsca pozostaną na długo w pamięci. Po południu przy 4/5B szybkim bajdwindem na pełnych żaglach osiągamy Solbegfjord i w Finnsnes urządzamy wieczór kapitański.

Piątek 18. Ostatni dzień to znów piękna żegluga kolejnymi fiordami północnym, już powrotnym kursem. Na horyzoncie pojawiły się tak niedawno widziane ośnieżone góry wokół Tromso. Czas żeglarskiej przygody na północnych szlakach szybko minął. Dobrze było znów spotkać przyjaznych ludzi, cieszyć się każdym minionym dniem i w skrytości duch zostawić sobie nadzieję na powrót do miejsc, gdzie czasem nigdy nie zachodzi słońce.

Ps. W Oslo w oczekiwaniu na lot do Warszawy zwiedzamy muzeum słynnego statku "Fram" i muzeum oryginalnych łodzi Wikingów. Dla pasjonatów żeglarstwa nie będzie to stracony czas.

Adam Kajdewicz
Zainteresowanych żeglugą na Lofotach proszę o kontakt.
azymut@azymutczarter.com.pl


____
RSS: http://www.team-media.org/team.xml
Kontakt: redakcja@team-media.org

III Ogólnopolski Zlot Rowerów Poziomych (10-12.09) | TEAM

July 31st, 2010

Z przyjemnością informuję, że dniach 10-12 września 2010 w Pile odbędzie się III Ogólnopolski Zlot Rowerów Poziomych. Impreza przeznaczona jest dla posiadaczy i sympatyków rowerów poziomych i ma na celu popularyzację tego środka transportu. W większości przypadków ludzie reagują na rowery poziome słowami: "czy to jest rower dla inwalidów?" lub "czy na tym trudno jest nauczyć się jechać?".

Chcemy pokazać, że rower poziomy to rower dla każdego i że jazda na nim jest dziecinnie prosta. Chcemy pokazać, że tego typu rower doskonale sprawdza się także podczas długich wypraw rowerowych i wreszcie umożliwia rozkoszowanie się jazdą wielu ludziom, którym ich schorzenia (jak bóle kręgosłupa czy rąk) nie pozwalały na jazdę na zwykłym rowerze. W programie przewidziano wspólną wycieczkę rowerową po malowniczych okolicach Piły.

Więcej informacji na stronie http://www.cyklotur.com/x_C_X__P_NEWS.html?PZTA=&news=53010295

Galerie zdjęć i filmów z poprzedniego zlotu dostępne są tutaj http://forum.poziome.pl/index.php?topic=388.0 Pozdrawiam, Igor Czajkowski CYKLOTUR.com tel. +48 601 855507

____
RSS: http://www.team-media.org/team.xml
Kontakt: redakcja@team-media.org

Do Buzka: ‘Pan jest Żydem?’ Woodstock: ‘Wszyscy jesteśmy’

July 31st, 2010
Jerzego Buzka, b. premiera i przewodniczącego Parlamentu Europejskiego woodstokowicze nagrodzili oklaskami i śpiewem "Sto lat". Wcześniej wygwizdali młodego człowieka, który zwrócić się do niego z pytanie "Czy pan jest Żydem?".

Marta Kaczyńska za późno zdała klucze? "Nic mi nie mówili"

July 31st, 2010
- Nikt ze mną nie rozmawiał, a przecież jeśli szybko potrzebny był remont, to ktoś mógł mi o tym powiedzieć - tak Marta Kaczyńska odpowiada na łamach "Faktu" na zarzuty Kancelarii Prezydenta o zbyt późne oddanie kluczy do prezydenckich pokoi. Przez to opóźni się remont - mówił wczoraj szef Kancelarii Jacek Michałowski.

Robot sfotografował trąbę powietrzną na Marsie [FOTO]

July 31st, 2010
Amerykański łazik Opportunity, operujący na Marsie, zaobserwował małą trąbę powietrzną - pierwszą w ciągu swoich sześciu i pół roku badań planety. Bliźniaczy Spirit widział ich już dziesiątki.

Religia państwowa i reformy społeczne

July 31st, 2010
Indyjski autor dr Asghar Ali Engineer na łamach indyjskiej strony Center for Study of Society and Secularism analizuje trudności reformy islamskiej i stwierdza: "Pozostają dwa wyzwania... masowej nędzy i analfabetyzmu oraz wąskiej bazy, na której zazwyczaj opierają się reformatorzy; bazę można poszerzyć tylko, jeśli wzrośnie edukacja i świadomość".

Pewność jako elementarna forma życia

July 31st, 2010
System jaki tworzy "forma życia" konstytuuje obraz świata, określany przez rozmaite gry językowe. Nośnikami obrazu świata danej zbiorowości są zdania zawiasowe, co do których pewność zyskaliśmy, gdy jako dzieci przyswoiliśmy sobie jakiś język i podporządkowany mu obraz świata: "Jesteśmy tego zupełnie pewni nie znaczy po prostu, że każdy z osobna jest tego pewien, ale że należymy do społeczności, którą splatają nauka i edukacja."

Zażenowanie

July 31st, 2010
Mam własną definicję tego uczucia. Jest to stan, kiedy widzę coś idiotycznego, niezgodnego ze zdrowym rozsądkiem czy wręcz podłego. Jednak wielu ludzi, tak właśnie postępuje na co dzień. Uczucie zażenowania, jakie powstaje w moim mózgu, musi mieć jeszcze składową wykonawcy. To musi być ktoś, kogo szanuję, cenię lub wiem skądinąd, że jest to człowiek w powszechnej opinii zasługujący na takie traktowanie.

Ojciec Zięba: Łatwiej dodzwonić się do papieża niż do TVP

July 31st, 2010
Nowy prezes TVP, Romuald Orzeł, jest dla mnie bardziej niedostępny niż papież Jan Paweł II, do którego zawsze mogłem się dodzwonić - mówi o. Zięba, dyrektor Europejskiego Centrum Solidarności, organizatora obchodów 30. rocznicy Wydarzeń Sierpniowych

Madagaskar zdobyto na tratwach

July 31st, 2010
Miliony lat temu ssaki dotarły na Madagaskar z Afryki na naturalnych tratwach ? piszą naukowcy na łamach tygodnika "Nature".