Archive for March, 2010

Nurkowanie w Egipcie, najniższe ceny safari

March 29th, 2010

Team Media nurkowanie socho

Nurkowanie w Egipcie, najniższe ceny safari
SOCHO zaprasza na turystyczno-wypoczynkowy wyjazd do słonecznego Egiptu razem z naszą Grupą Nurkowania Ekstremalnie Przyjemnościowego!

Prócz komfortowego hotelu Lotus Bay proponujemy nurkowanie na wspaniałych, niezniszczonych tak jak w Hurghadzie czy Sharm el Sheikh rafach centralnego i południowego Egiptu.

Jedną z opcji jest pobyt w **** hotelu nad brzegiem morza i codzienny rejs łodzią na wybrane miejsca nurkowe, których w okolicy jest bez liku! Miejsca nurkowe nie są oblegane jak Thistleghorm, tu mozemy spotkać maksymalnie dwie łodzie na jednym miejscu nurkowym co oznacza wspaniałe widoki, mnóstwo życia podwodnego, niebiańskie kolory.

Drugim, dużo atrakcyjniejszym pod względem nurkowym wyjściem jest safarii na komfortowej łodzi na wybrane trasy nurkowe: Brothers, Rocky+Zabargad, St Johns, Wreck safari, złoty trójkąt (broth-ded-marsa).

Opisy tych miejsc nurkowych są zbędne, to miejsca najczęściej polecane na safarii w całym Egipcie!

Mamy przyjemność zaproponować Państwu niezwykle atrakcyjne ceny:
Brothers 600EUR
Rocky+Zabargad 620 EUR
St Johns 550 EUR
Wreck safarii 550 EUR
Złoty trójkąt 640 EUR

cena zawiera: transfer z lotniska do portu i z powrotem, wynajem lodzi na 6dni (max 4 nurkowania dzienie), butle, balast, obsługa, wyżywienie i napoje na łodzi, przewodnik, opłaty parkowe, opłatę Reef Protection Fee

cena nie zawiera: przelot, wiza egipska 15$, nitrox: 3euro za butle, napoje alkoholowe, wypozyczenie sprzętu, napiwki dla załogi 20 EUR/os

Rejsy realizowane są łodzią Lady Daniela. Jest to wysokiej klasy 33-metrowa łódź, posiada 10 dwuosobowych kimatyzowanych kabin i wszystko co niezbędne by rejs był bezpieczny, przyjemny i na najwyższym poziomie.

Specyfikacja techniczna Lady Daniele:
. Rok wykonania: 2006
. Ilość osób: 20 + 2 przewodników
. Długość: 34 m, Szerokość 7 m
. Salon: 2 odzielone od siebie strefy: jadalnia I salon/bar, dvd, tv, cd
. Silniki: 2 x 650 HP Scania
. Generatory: 1 x 85kw / 1 x 30kw
. Nawigacja/Komunikacja: GPS, radar, echosonda, VHF Radio
. Woda: 19ton (zbiornik 10 ton plus 1,5t/dzien)
. Bezpieczeństwo: tlen, zestaw pierwszej pomocy, kamizelki, tratwy ratunkowe
. Zodiac: 1 x 25 HP / 1 x 40 HP
. Kompresor: 2 + Nitrox 400 L/min

Najbliższy proponowany termin safari to druga połowa marca 2010 r.
Podczas tygodniowego pobytu w Safadze organizujemy naukę nurkowania pod okiem doświadczonego instruktora.
Wszystkim zainteresowanym prześlemy szczegółowe informacje drogą mailową.
NIGDZIE NIE ZNAJDZIECIE TAK ATRAKCYJNYCH CEN!!!
www.socho.org.pl
biuro@socho.org pl
tel: 512 592 278, 603 205 930, 501 203 987

____
RSS: http://www.team-media.org/team.xml KONTAKT: redakcja@team-media.org

IX Mistrzostwa Geografów w Zjeździe na Dętce

March 27th, 2010

Team Media

IX Mistrzostwa Geografów w Zjeździe na Dętce
Jaki jest dobry sposób na aklimatyzację po kilkumiesięcznym pobycie na wymianie studenckiej w ciepłych krajach? Wydawało mi się, że wyjazd na bardzo bliski kontakt ze śniegiem i niskimi temperaturami w polskich górach, zaledwie kilkanaście godzin po przylocie z portugalskiego wybrzeża, może skutecznie zabić system odpornościowy.

Solidny zespół (Kasia S., Ania O., Metusz Sz., Konrad W., Piotr Sz., Jan K), stanowiący reprezentację Gdańska, zebrał się 12 lutego o 19:00 na peronie w gdańskim Wrzeszczu. Stacja docelowa: Żywiec. W pociągu spotkaliśmy absolwentów geografii UG, którzy skończyli studia 10 lat temu. Świat jest mały, a swoi są wszędzie.

Nie wykonaliśmy planu lat poprzednich. Zwykle w przerwie międzysemestralnej członkowie SKNG UG wyruszali na aktywny wypoczynek, czyli rajdy piesze w górach. W tym sezonie zrealizowaliśmy zaledwie skromną trasę Koszarawa - Lasek. Metą była Chatka Studencka "Lasek" - baza Mistrzostw Geografów w Zjeździe na Dętce, już po raz dziewiąty. Obiekt zlokalizowany jest w Beskidzie Żywieckim, w paśmie Pewelskim.

Zjazdy na dętkach stają się dość popularnym, chociaż nadal mało znanym, sportem zimowym w Polsce. Rozwój tej dyscypliny, nazwanej "snowtubing", można zauważyć nie tylko po tym, że jest to pierwszy sport geografów w naszym kraju. W wielu ośrodkach sportów zimowych powstają specjalne tory do snowtubingu. Taki tor istnieje nawet na stoku Wieżycy. Amatorzy korzystają ze starych dętek od ciężarówek albo traktorów. W zajezdniach autobusowych nie ma czego szukać - przewoźnicy stosują niestety wyłącznie koła bezdętkowe. Ponadto dętka z kół samochodowych nie ma odpowiednich właściwości do używania w opisywanym sporcie. Tarcie takiej gumy o rozjeżdżony śnieg jest dość wysokie. Profesjonaliści zjeżdżają na odpowiednich dętkach stworzonych do snowtubingu. Ten sprzęt realnie nie ma nic wspólnego z pojazdami.

Mistrzostwa Geografów w Zjeździe na Dętce jest cykliczną towarzyską imprezą Koła Geografów UJ. Program imprezy jest zwykle jednakowy. Pierwszego dnia [piątek] uczestnicy przyjeżdżają do Chatki, drugiego dnia [sobota] rozgrywana jest część oficjalna, a trzeciego dnia [niedziela] uczestnicy wyruszają do swoich miast. Część oficjalną stanowią wspomniane Mistrzostwa. Uczestnicy, w zespołach dwuosobowych, biorą udział w rywalizacji o najkrótszy czas dwóch zjazdów na dętce, na przygotowanym torze. Ponadto w programach Mistrzostw występowały już kategorie najlepszej nazwy zespołu, stylu zjazdu a także najgorszego zjazdu. Liczba uczestników zwykle przekracza oficjalną pojemność Chatki "Lasek", a liczba zespołów biorących udział w zawodach jest proporcjonalnie wysoka. W ostatniej edycji wzięło udział 38 zespołów. Dzięki uczestnictwu gości zza granicy Mistrzostwa mają rangę międzynarodową!

Uczestnicy mieli też ciekawe pomysły na występ w konkursie, np. strój Świętego Mikołaja, maski w stylu Iron Maiden, peruki itp., ale niełatwo było pokonać popis gościa z Holandii, który zdecydowanie wyróżnił się efektownym zjazdem na dętce w ubiorze ograniczonym do slipów. Przyznanie nagrody za styl było oczywiste.

Zanim rozpęta się prawdziwa walka, organizatorzy przeprowadzają serię treningowych zjazdów. Zawodnicy dysponują wszystkimi dętkami i wykonują zjazdy, opracowując najlepszą technikę zjazdu. Jest na to naprawdę dużo sposobów! Brak kierowania ruchem na stoku doprowadza do wielu efektownych kolizji. Podczas konkursu wszystkie przejazdy są oczywiście ściśle kontrolowane, a na torze może pojawić się tylko jeden zespół, który może tylko sam sobie zrobić krzywdę. Pomiar czasu został uskuteczniony na torze o długości około 100 metrów z różnicą wysokości około 25 metrów. Dętki z zawodnikami mogły uzyskać w przejeździe prędkość wynoszącą nawet 60 km/h! Ci, którym brakowało zabawy na torze, przygotowali własny tor stowarzyszony. Zabawę dodała, powstająca i rozbudowująca się z każdym kwadransem, skocznia na trasie. Kolizji nie brakowało.

Błyskawiczne, poprawnie wykonane zjazdy spowodowały bardzo ostrą rywalizację. O najlepszej pozycji decydowały setne części sekundy. Poniższa tabela prezentuje ostateczne rezultaty zawodników po dwóch seriach Mistrzostw. Wynikiem jest suma czasu dwóch przejazdów oraz czas karny za odpowiednie przewinienia. W pierwszej piątce, oczywiście, kar nie przyznano. Chyba, że o czymś nie wiem ?

Oficjalne wyniki IX Mistrzostw Geografów w Zjeździe na Dętce
I Ruczaj Champs Mierzwa i Dżej Kraków 16,10s
II A gdzie ma jechać ? W boook ? Magda LichmiraMaciej "Dzynek" Radyno Warszawa 16,96s
III Wściekłe krowy Ania NadolnaGrzegorz Łach Warszawa 17,31s
IV Pierwsza miłość Kinga WałaszekGrzegorz Gałek Wrocław 17,35s
V Zginęli dwie stu-dętki Jan "Jasiu/Fasol" KruszewskiKonrad "Pajac" Wypijewski Gdańsk 17,38s
Źródło: http://kolo.geo.uj.edu.pl

Zakończenie Mistrzostw organizatorzy przeprowadzili w Chatce, około 19.00 wieczorem. Wręczenie nagród i dyplomów odbyło się przy silnym akompaniamencie [a capella] wszystkich uczestników. Zdominowała reprezentacja Krakowa. Drugie i trzecie miejsce zajęli uczestnicy z Warszawy (ten drugi to zespół Święty Mikołaj + Iron Maiden). Różnice w wyniku czasowym wśród zawodników, którzy uplasowali się na III, IV i V miejscu, były bardzo niewielkie. Reprezentacja Gdańska objęła bardzo zaszczytne, piąte miejsce :)

A po Mistrzostwach ? druga noc międzyśrodowiskowej polaryzacji. Przyznam, że ten wyjazd wykorzystałem przede wszystkim na swoje porachunki z najważniejszymi aktywistami geograficznego "studentyzmu"polskich uczelni. W sobotę wieczorem doszło nawet do szczytu, w którym wzięło udział czterech Prezesów. Ponadto wszyscy przedstawiciele Lublina stworzyli wybitny układ z całym zespołem z Gdańska. Z absolutną pewnością można napisać, iż wszystko, co wydarzyło się w Chatce "Lasek" przez te trzy dni skutecznie zostanie w pamięci uczestników, a ze wspaniałej integracji wszyscy uczestnicy będą zadowoleni.

W niedzielę rano z żalem opuściliśmy Chatkę. Przed nami była długa podróż do domów, najdłuższa spośród tych, którą musieli odbyć uczestnicy.

Bardzo bliski kontakt ze śniegiem i mrozami, jako aklimatyzacja po długim pobycie w Portugalii, okazał się skuteczny i dobry dla zdrowia. Polecam!
(Jan Kruszewski / SKNG UG)

____
RSS: http://www.team-media.org/team.xml KONTAKT: redakcja@team-media.org

Rozpoczęcie sezonu motocyklowego Jasna Góra (17-18.04)

March 26th, 2010

Team Media

Rozpoczęcie sezonu motocyklowego Jasna Góra (17-18.04)
W dniach 17-18 kwietnia Radosne rozpoczecie sezonu motocyklowego im. Ksiedza - Ulana - Zdzislawa Jastrzebiec Peszkowskiego - "JASNA GÓRA 2010". W niedziele, od switu zbieramy sie na Górce Przeprosnej (http://www.pio.opw.pl/nowa/pl,mapa-dojazdu.html - namioty mozna juz rozstawic w sobote).

O godzinie 10:00 wyrusza parada na Jasna Gore. Kluby Motocyklowe ktore maja sztandary, poczty sztandarowe wystawiaja na czele kolumny. Motocyklisci ktorzy sie spoznia i na Gorke Przeprosna nie zdaza, beda kierowani na tymczasowe parkingi i dolacza do parady na koncu. Na Jasnogorskie Blonia pierwsza wjezdza parada.

Porzadku pilnuja kluby KNIGHT RIDERS z Lodzi i klub MC BAD SEVEN, ktore w latach ubieglych spisaly sie znakomicie. Wszyscy motocyklisci musza sie im bezwzglednie podporzadkowac. Jezeli ktorys z klubow chcialby do nich dolaczyc, prosze skontaktowac sie z prezydentem KNIGHT RIDERS - Krzysztofem, tel. 509 700 344, krzysztof@knightriders.pl

Zloty Jasnogorskie sa poswiecone Polakom na Wschodzie. Podczas Jasnogorskiego Zlotu bedzie przeprowadzona zbiorka na rzecz Polakow na Kresach Rzeczypospolitej. Kazdy kto da datek conajmniej 20 zl dostanie pamiatkowy znaczek. Bedzie to jedyna zbiorka, a kwestujacy beda mieli identyfikator i beda zbierac pieniadze do puszki. Jak kazdego roku, prosze o przywiezienie zabawek dla dzieci w sierocincach, w Polsce i na Kresach Rzeczypospolitej. Zabawki przymocujmy na zewnatrz motocykla, w widocznym miejscu, aby samochodowi uczestnicy ruchu widzieli ze dzieje sie cos niecodziennego.

Zachecam do udzialu w sobotnim spotkaniu w sali o. Kordeckiego. Bedzie koncert Poleskich Sokolow z Zytomierza. W wykonaniu tego znakomitego zespolu, zwyciezcy wielu konkursow, uslyszymy Polskie Piesni Patriotyczne i Zolnierskie, spiewane z akcentem kresowym, takim jakim mowil i napewno spiewal Mickiewicz, Slowacki, Kosciuszko, Pilsudski. Gościem naszym bedzie Pan Wieslaw Adamczyk z Chicago, syn zamordowanego w Charkowie polskiego oficera, autor znakomitej ksiazki w jezyku angielskim "When God Looked the Other Way", przetlumaczonej ostatnio na jezyk polski. Pan Adamczyk opowie o swojej wojennej odysei, przez Syberie, z Andersem do Ameryki. O Polakach na Wschodzie opowie nam ks. Wieslaw Peski, znany uczestnikom Rajdow Katynskich, opiekun cmentarza w Kijowie - Bykowni, beda mowic i inni. Spotkanie poprowadzi Pan Leszek Rysak z IPN.

Zachecam rowniez do uczestnictwa w dniach 15-18 kwietnia w "IV Spotkaniach Motocyklistów na Śląsku Cieszyńskim" Organizuje i prowadzi Mirek Wenglorz (szczegoly w Komunikacie 2/10, - jest na stronie www.rajdkatynski.net) Sam jeszcze nigdy z Mirkiem nie pojechalem, ale slyszalem wiele entuzjastycznych opinii o tej wyprawie.

Zostalismy zaproszeni do Ciechanowa na uroczystosci katynskie. 11 kwietnia (niedziela), o godz. 11:30 Msza Sw. Po Mszy, na terenie jednostki wojskowej, spotkanie motocyklistow z mieszkancami. Bedziemy mowic o Rajdzie Katynskim.

7 kwietnia 2010r. o godz.18.00 soptkanie Klubu "Spotkanie i Dialog" (aula Gimnazjum Salezjańskiego, Wrocław ul. B. Prusa 78), bedzie prezentacja filmu o Rajdzie Katyńskim i prelekcja uczestnikow Rajdow Katynskich, dr Jerzego Kirszaka z wroclawskiego IPN oraz Michala Szeligi, przed paru laty najmlodszego uczestnika Rajdu Katynskiego. Na spotkania zapraszamy wszystkich bardzo serdecznie.

I jeszcze jedno zaproszenie, tym razem dla czytelnikow Komunikatu w Stanach Zjednoczonych.

Przyjacielu Motocyklisto! W dniu 18 kwietnia 2010 r w miejscowosci Merriville, Indiana odbedzie sie radosne rozpoczecie sezonu motocyklowego - MOTOCYKLOWY ZLOT GWIAZDZISTY MERRIVILLE 2010. Ten Zlot Gwiazdzisty odbedzie sie rownolegle ze Zlotem Gwiazdzistym Jasna Gora 2010, na ktorym w roku ubieglym u stop Pani Jasnogorskiej zebralo sie ponad 23 tysiace motocyklistow. Byl to, jak dotychczas, najliczniejszy zlot motocyklistow w Europie. W tym dniu (18 kwietnia 2010)w Chicago spotkamy sie na parkingu kosciola Parafi Sw.Konstancji - 5843 W. Strong St, Chicago, IL 60630 o godz 9;30AM, wyjazd o godz.10;00AM. Motocyklistom z poza Chicago lub preferujacym jazde samotna, lub w swojej grupie podaje adres w Merriville.

Shrine of Our Lady of Czestochowa 5755 Pennsylvania St. Merriville, IN 46410

Msza Swieta bedzie odprawiona o godz 12;00 w poludnie przez przyjaciela naszego, kapelana motocyklistow ks. Macieja Gallle, po Mszy Swietej poswiecenie motocykli i b. krotki program muzyczny.

Stowarzyszenie Rajd Katynski Pamiec i Tozsamosc

____
RSS: http://www.team-media.org/team.xml KONTAKT: redakcja@team-media.org

Cykl Salomon Trail Running wystartował na Śląsku

March 26th, 2010

Team Media

Cykl Salomon Trail Running wystartował na Śląsku
W niedzielę 21 marca rozpoczęliśmy cykl biegów Salomon Trail Running ? pierwszym biegiem był dobrze znany Silesia Eco Run rozegrany w chorzowskim parku miejskim. Na linii startu stanęło ponad 800 osób!

Rano pogoda nie zapowiadała się rewelacyjnie, ale im bliżej było do godziny 11, tym robiło się cieplej i w chwili startu wyszło słońce. Trasa została przygotowana na trzech 5km pętlach po utwardzonej nawierzchni. Pierwszy i właściwie jedyny, łagodny podbieg zaczynał się po 300 metrach, potem dróżka prowadziła lekko w dół, a mniej więcej od połowy pętli było już płasko. Od samego początku stawce przewodziło czterech zawodników, którzy rozdzielili się dopiero na ostatnim okrążeniu. Średnia prędkość zwycięzców wynosiła około 3:20 na kilometr.

Prawdziwe piękno biegu można było zaobserwować w ?tylnych rzędach ". Z trasą mierzyli się przyjaciele, małżeństwa a nawet całe rodziny ? często biegnący razem, dopingujący się nawzajem lub przez kibiców zagrzewających do walki. Najwięcej hartu ducha oglądaliśmy na ostatnim okrążeniu po dwóch godzinach, gdy zamykający stawkę uczestnicy z uśmiechem docierali do mety i odbierali pamiątkowe medale.

Na kolejne edycje cyklu Salomon Trail Running zapraszamy już w kwietniu, 17-go do Trójmiasta, a 25-go do Warszawy.

Zwycięzcy Silesia Eco Run:
Kobiety:
Agnieszka Gortel ? TS AKS Chorzów 54:58
Ewa Brych-Pająk ? Budowlani Częstochowa 57:00
Ewa Kucharska ? MKS Iskra Pszczyna 57:58

Mężczyźni:
Wladimir Timaszow ? Zarewo 50:28
Marcin Świerc ? Speleo Salomon 50:47
Piotr Magiera ? LKS Myszków 50:56

Przejrzyj pełne wyniki i ranking na stronie: http://trailrunning.pl/wyniki/

Najbliższe zawody:
Gringo Trail Running Data biegu: 17/04/2010 Miejsce: Gdynia Dystans: 10 km

Organizatorzy Cyklu Salomon Trail Running Speleo Salomon Racing Team

____
RSS: http://www.team-media.org/team.xml KONTAKT: redakcja@team-media.org

Sobota rycerska (24.04)

March 24th, 2010


Sobota rycerska (24.04)
Zakończenie wystawy "Oręż średniowiecza" 24.04.2010 ogród Willi Caro.
Plenerowa impreza w ogrodzie Willi Caro zakończy, cieszącą się dużym zainteresowaniem wystawę "Oręż średniowiecza". Zaplanowano bardzo wiele atrakcji: walki rycerskie, tańce dworskie, pokaz tworzenia manuskryptów. Średniowieczne rzemiosło reprezentować będzie sztuka wytwarzania broni rycerskiej, można także będzie na krótki czas wstąpić do szkoły fechtunku. Znakomitej atmosferze sprzyjać będzie pachnące, smakowite jadło. A w klimat epoki przeniosą uczestników zabawy dźwięki muzyki z epoki. Najmłodszym czas umili udział w warsztatach plastycznych. Młodzież i dorośli będą mieli szansę wykazać się spostrzegawczością w turnieju wiedzy. Nagrodą dla zwycięzcy będzie - tytuł "Honorowego Rycerza Miasta Gliwice" oraz hełm rycerski wykonany przez markowego płatnerza. Nagrodę główną w turnieju stanowi wierna replika oryginalnego, XIV - wiecznego hełmu rycerskiego odkrytego w trakcie badań gródka rycerskiego w Siedlątkowie nad Wartą w województwie łódzkim. Zabytek ten jest jednym z najcenniejszych znalezisk broni średniowiecznej i jest obecnie przechowywany w zbiorach Muzeum Archeologicznego i Etnograficznego w Łodzi. Zdaniem archeologów prowadzących badania dostał się on do ziemi najprawdopodobniej w latach 1382 - 1385, podczas wojny domowej toczonej w tym czasie w Wielkopolsce. W trakcie tych walk spłonął bowiem z całym dobytkiem gród w Siedlątkowie. W zmaganiach turnieju wiedzy można brać udział od 1 do 24 kwietnia. Losowanie nagrody odbędzie się podczas "Soboty rycerskiej".

"O hełm rycerza Gliwy" turniej wiedzy rycerskiej Turniej adresowany jest do osób dorosłych i młodzieży powyżej 15 roku życia. Zabawa polega na udzieleniu odpowiedzi na 12 pytań i wpisaniu ich w specjalny formularz. Prawidłowe odpowiedzi pozwolą odczytać ukryte hasło. Odpowiedzi na turniejowe pytania można znaleźć na wystawach: "Oręż średniowiecza" w Willi Caro oraz wystawie "Gliwice miasto wielu kultur" w Zamku Piastowskim. Pytania dotyczą uzbrojenia i wojskowości okresu średniowiecza a także znanych wydarzeń historycznych tych czasów.
Formularze z pytaniami dostępne są w Willi Caro, Zamku Piastowskim i na stronie internetowej Muzeum www.muzeum.gliwice.pl
Wypełnione formularze należy wrzucać do specjalnej urny umieszczonej w holu Wilii Caro. Losowanie zwycięzcy turnieju odbędzie się 24 kwietnia 2010 podczas "Soboty

Akademia wiedzy rycerskiej. Wykłady:
Uzbrojenie w średniowiecznych dziełach sztuki dr Olgierd Ławrynowicz Uniwersytet Łódzki Wykład poświęcony będzie przedstawieniom średniowiecznego uzbrojenia w źródłach ikonograficznych epoki, takich jak malarstwo ścienne, tablicowe i miniaturowe, witraże, rzeźba, płyty kafli piecowych, pieczęcie i monety. Zasadniczym wątkiem prezentacji będzie porównanie wizerunków broni, uzbrojenia oraz rzędu i oporządzenia jeździeckiego w dziełach sztuki ze współczesną wiedzą bronioznawczą opartą na analizie zabytków archeologicznych oraz średniowiecznych kronik i dokumentów.
10 kwietnia 2010 Willa Caro godz. 11.00 Gliwice

____
RSS: http://www.team-media.org/team.xml KONTAKT: redakcja@team-media.org

Janusz Kasza o ostatnich wolnych Indianach Amazonii

March 24th, 2010


Janusz Kasza o ostatnich wolnych Indianach Amazonii
29 marca Klub Podróznika Shackleton zaprasza na spotkanie z Januszem Kasza, który opowie o duchach dzungli, ostatnich wolnych Indianach Amazonii - Yanomami.

Team Media

Yanomami, ostatni wolni Indianie Amazonii mieszkaja z dala od wielkich rzek, w glebi deszczowego lasu. Unikaja obcych. - Jesli przyjdziesz do nich bez zaproszenia - zginiesz - przekonuje znany podróznik. Niewielu ludzi spotkalo Yanomami, nieliczni mogli poznac ich zycie, obyczaje i wierzenia. Tym ciekawsza jest relacja Janusza Kaszy, który w 1998 roku podczas wyprawy do Wenezueli mieszkal w wiosce Yanomami, z bliska podpatrywal ich codzienne zycie i rytualy. Janusz opowie, co przezyl i czego sie o tych tajemniczych ludziach dowiedzial.

Janusz Kasza - podróznik, fotograf amator, tlumacz literatury francuskiej, entomolog, legenda wsród polskich podrózników. Zafascynowany bogactwem przyrody Ameryki Poludniowej, w swojej kolekcji ma ponad 8 tysiecy motyli. Bral udzial w wielu wyprawach do Amazonii, byl miedzy innymi w Gujanie Francuskiej, Brazylii i Wenezueli. Na Madagaskarze fotografowal zacmienie Slonca, przemierzyl tez USA legendarna Route 66. W imieniu polskich dzieci wykupil 40 ha dzungli tropikalnej w Belize, na Jukatanie, ratujac je przed wyginieciem.

W czasie spotkania Janusz bedzie promowal swoja najnowsza ksiazke "Duchy Dzungli"

Poniedzialek, 29 marca, godz. 19.00, Cafe Bar Paparazzi, ul. Gen. Galicy 8, Zakopane, zaprasza Marek Tomalik www.shackleton.com.pl

____
RSS: http://www.team-media.org/team.xml KONTAKT: redakcja@team-media.org

Jurafarm Team na Jurajskich Mistrzostwach Off-Road – Wojtek Jaszczak

March 24th, 2010

Team Media

Jurafarm Team na Jurajskich Mistrzostwach Off-Road - Wojtek Jaszczak
Jurajskie Mistrzostwa Off-Road (19?20 marca 2010, Łazy) już za nami... Team JURAFARM niestety zajął czwarte miejsce, ze stratą 15 sekund do ekipy, która uzyskała w rajdzie trzecią pozycję.
Impreza miała charakter Cross Country z elementami przeprawy, 2km pętla z czasem trwania 4 godziny. Rajd morderczy dla samochodów i dla kierowców, co było widać już po kilku okrążeniach, gdzie ponad połowa załóg musiała odwiedzić Strefę Serwisową. Rajd ukończyło 12 z 16 załóg, z czego tylko 4 bez awarii, w tym nasza.

W zawodach wystartowaliśmy samochodem zbudowany typowo do rajdów szybkich. Kupiliśmy go w zeszłym roku. Auto na podwoziu Mercedesa G, silnik 2.5l z BMW o mocy 190km. Nadwozie typu klatka zabudowane laminatem. Po poprzednim sezonie wymieniliśmy i wzmocniliśmy wszystkie elementy zawieszenia, w tym amortyzatory firmy Bilstein B6 po 2 na każde koło.

Poziom imprezy, trasa i organizacja w wykonaniu Ekipy Poland Trophy, jak zwykle super! Trasa teoretycznie szybka... większość załóg tak ją oceniała... i były tego efekty... za każdym okrążeniem. Najlepsza załoga zrobiła tych okrążeń 63 a nasza 59. Z czasem jednak pogarszały się warunki, błoto stawało się coraz większe, koleiny coraz głębsze i sił coraz mniej. Nasza pozycja uzyskana w tym rajdzie była właśnie spowodowana narastającym zmęczeniem. W rezultacie na 16 Załóg startujących wyniki wyglądają następująco: http://jurajski-offroad.pl/wyniki/2010/adv.pdf

W tym roku planujemy z naszym timem JURAFAR (Wojciech Jaszczak - kierowca; Konrad Skalik - pilot) starty w 3 Rundach PT (pierwszą mamy właśnie za sobą), w 3 rundach Seria 4x4, w 3 rundach Pucharu Polski oraz w imprezie pod nazwą Mutt, gdzie na aukcji charytatywnej wylicytowałem dla zespołu pierwszy numer startowy. Zapraszamy wszystkich do kibicowania naszej drużynie. (Wojtek Jaszczak)

____
RSS: http://www.team-media.org/team.xml KONTAKT: redakcja@team-media.org

Żubry w Wolińskim Parku Narodowym – Darecki

March 24th, 2010

Team Media

Żubry w Wolińskim Parku Narodowym - Darecki
Nie było czasu na zbyt długie kontemplowanie, bo tego dnia już naprawdę powinnismy zdążyć do żubrów. Zaraz po śniadaniu (no, prawie zaraz, wczesnym popołudniem) ruszyliśmy na spacer po Wolińskim Parku Narodowym.

Wkrótce dotarliśmy do wejścia do tzw. zagrody pokazowej żubrów. Specjalna tablica informowała o jej charakterze, a także prezentowała aktualny skład żubrzej społeczności. Zanim jednak poszliśmy oglądać te ogromne ssaki, zatrzymaliśmy się przy dzikach, bowiem akurat jeden z pracowników niósł im kolejny posiłek. Dziki już czekały na niego przy płocie. Muszę przyznać, że dzicze kły widziane z bliska budzą respekt. Nie zamierzały jednak nikogo atakować. Niczym bardzo przyjazne, nieszkodliwe zwierzątka, zajęły się przetrząsaniem sterty owoców i warzyw wrzuconej im przez opiekuna. Zwróciliśmy uwagę, że szczególnie gustowały w mandarynkach i pomarańczach. Potrafiły swoim ryjem rozłupać owoc, a potem wygryźć zawartość tak, że zostawała na śniegu jedynie skórka. Menu zresztą było bardzo urozmaicone, bo oprócz pomarańczy zauważyliśmy nawet avocado. Te mniej wybredne mogły zadowlić się porem, kapustą albo innymi warzywami.

W końcu przyszła pora na główny punkt programu. Żubry wydawały nam się nieco mniejsze niż te z filmów albo reklamy piwa. Może wcześniej ulegliśmy jakiemuś złudzeniu? Poruszały się po zagrodzie dostojnie, jak na arystokrację puszczy przystało. Właściwie to w ogóle nie były zbyt ruchliwe. Przeszły parę metrów i zastygały w bezruchu. Wpatrzone w padające płatki sniegu, jakby zadumane nad sensem istnienia. Cztery trzymały się blisko siebie. Piąty preferował samotne wylegiwanie się w śniegu nieopodal ogrodzenia. Po sąsiedzku z żubrami mieszkali jeleń i sarna.

Wszystkie te zwierzęta (oprócz żubrów) trafiły do ośrodka z powodu braku szans na przeżycie w naturalnym srodowisku. Chore, ranne, porzucone ? tu znajdowały opiekę. Niestety, doświadczenie uczy, że raz zaznawszy karmienia przez człowieka, zwierzęta zatracają zdolność samodzielnej egzystencji. Nie potrafiąc samemu zadbać o pokarm, będą nachodzić ludzkie osiedla aż do tragicznego finału czasem dla jednej, czasem dla obydwu stron. Dlatego ich los zazwyczaj bywa przesądzony. Zagroda staje się ich domem (Darecki / mojaszuflada.blox.pl ).

Team Media

____
RSS: http://www.team-media.org/team.xml KONTAKT: redakcja@team-media.org

Dżibuti, rekiny wielorybie, piraci i pękająca Afryka – Waldemar Grzegorczyk

March 22nd, 2010

Team Media

Dżibuti, rekiny wielorybie, piraci i pękająca Afryka - Waldemar Grzegorczyk
Czy wyjazd do Etiopii da się połączyć z nurkowaniem? Owszem, jeżeli zdecydujemy się na odwiedzenie sąsiedniego Dżibuti. Ekspedycja Adventure Explorers była pierwszą zorganizowaną grupą nurkową z Polski, która tam pojechała.

Etiopia to turystycznie jedno z najciekawszych państw Wschodniej Afryki. Niezwykłe krajobrazy, nieujarzmioną przyrodę, czy stada dzikich zwierząt można zobaczyć w każdym afrykańskim kraju. Tym co wyróżnia Etiopię jest stara, sięgająca początków chrześcijaństwa kultura, zupełnie odmienna niż w innych krajach Czarnego Lądu.

Bezpiecznie jak w Dżibuti
Gigantyczne obeliski w Aksum, wykute w wulkanicznym tufie podziemne kościoły w Lalibeli, czy zamki Gonderu wzorowane na średniowiecznych fortecach krzyżowców, przyciągają turystów do północnych prowincji Etiopii. Południe to możliwość odwiedzenia licznych plemion, chyba ostatnich "dzikich" ludów Afryki, żyjących tak jak ich przodkowie przed setkami lat.
Ale organizując wyjazd dla grupy nurków, trzeba znaleźć jakieś atrakcje pod wodą. A z tym w Etiopii jest problem, bo w latach 90-tych, kiedy jej północno-wschodnia prowincja Erytrea uzyskała niepodległość, kraj stracił dostęp do morza. Do Erytrei na nurkowanie nie ma po co jechać, bo wszystkie centra nurkowe zostały tam zamknięte. Sąsiedni Sudan to - wiadomo - matecznik islamskiego fundamentalizmu gdzie trwają wojny domowe, więc lepiej nie ryzykować. O Somalii lepiej w ogóle nie wspominać... Oazą spokoju jest tylko Dżibuti, była kolonia francuska, która stała się samodzielnym państwem dopiero w 1974 r. I właśnie Dżibuti okazało się nurkowym strzałem w dziesiątkę. Przede wszystkim dzięki żerującym u jego wybrzeży rekinom wielorybim.

Olbrzymy przy brzegu
Każdy kto wybierze się na poszukiwanie rekinów wielorybich zastawia się, jak to się dzieje, że przewodnicy potrafią je w ogóle wypatrzyć. Kiedy łódź powoli sunie wzdłuż brzegu, wszyscy na pokładzie intensywnie wpatrują się w wodę, ale tylko członkom załogi w końcu udaje się coś dostrzec.
- Jest! - Ludovic, nasz francuski przewodnik, wskazuje ręką niewielki trójkąt tnący powierzchnię zaledwie kilka metrów od łodzi.
Udało się! Ogromny szary cień, który można dostrzec intensywnie wpatrując się w toń, jest potwierdzeniem, że tym razem spotkaliśmy rekina wielorybiego. Trzy dni temu nie mieliśmy szczęścia i wróciliśmy z wyprawy z niczym. No oczywiście zanurkowaliśmy sobie na rafie, były piękne korale, duże ryby, żółwie - ale przecież nie to nam chodziło.
Jeśli się lepiej wpatrzyć w przesuwające się obok cielsko, można dostrzec charakterystyczne jasne cętki na skórze rekina i jego "karbowane" boki. Teraz trzeba tylko podpłynąć łodzią nieco bliżej i ostrożnie zsunąć się do wody. Szybko zakładamy płetwy, maski i fajki, bierzemy aparaty, kamery i po chwili pływamy obok największych ryb żyjących na naszej planecie.
Kiedy rekin jest już na tyle daleko, że nie ma sensu go dłużej gonić, wszyscy wracają na pokład łodzi i płyniemy do następnego. Nie jest to trudne, bo obok nas żeruje ich chyba z dziesięć. Co ciekawe, są zaledwie kilkanaście, góra kilkadziesiąt metrów od brzegu, a niektóre zamiast pływać, po prostu stają w miejscu prawie pionowo i z szeroko otwartymi paszczami filtrują wodę.

Łagodne olbrzymy
Słowo "rekin" zawsze budzi respekt u nurków, a określenie "wielorybi" może nawet mocno przestraszyć. Ale tylko tych, którzy niewiele wiedzą o naturze tych zwierząt. To wprawdzie największy z żyjących rekinów, dochodzący do 12 m długości i ponad 13 ton wagi, ale zarazem zupełnie niegroźny dla człowieka. Żywi się planktonem, na ludzi zupełnie nie zwraca uwagi. Żeruje tuż pod powierzchnią wody i dlatego żeby mu się dobrze przyjrzeć, najlepiej założyć tylko zestaw ABC (maska, fajka, płetwy). Akwalung przeszkadza, bo stawia w wodzie duży opór i nie daje szans na dłuższe płynięcie obok ryby.
Rekiny wielorybie są zwierzętami wędrownymi, można je spotkać w różnych akwenach tropikalnych, ale przeważnie tylko w określonych porach roku. U wybrzeży Dżibuti żerują od października do stycznia. Przyciąga je obfitość planktonu, która niestety sprawia, że przejrzystość wody nie należy tu najlepszych na świecie, sięga 15-20 metrów.
Ale ponieważ planktonem żywią się również inne morskie stworzenia, pod wodą roi się od ryb, a i tutejsze rafy robią ogromne wrażenie. Poza tym można nurkować na kilku pobliskich wrakach. Ograniczoną widoczność rekompensuje przyjemna temperatura wody, wynosząca ok. 30 st. C. Najodpowiedniejszy ubiór stanowi więc krótka, 3 mm pianka typu tropic.

A jednak coś jest
- There is nothing in Dżibuti - parska śmiechem Ludovic, pytany z czego żyją mieszkańcy kraju. Podstawą gospodarki Dżibuti jest? obsługa baz wojskowych. Kraj ma strategiczne położenie pomiędzy Somalią i Erytreą, u jego wybrzeży Morze Czerwone spotyka się z Zatoką Adeńską.
Wojskowa baza francuska, pozostałość po czasach kolonialnych, była tu "od zawsze", a przynajmniej od czasu ustanowienia kolonii Somali Francuskie. Niedawno bazę otworzyli też Amerykanie, a w związku z trwającą kampanią przeciwko somalijskim piratom, w kraju stacjonują też marynarze i żołnierze z innych państw: Niemcy, Hiszpanie, Koreańczycy. W porcie cumują okręty wojenne, a nad głowami przelatują ogromne wojskowe transportowce, albo patrolujące akwen helikoptery. Dla turystów Dżibuti jest zwykle niezbyt ważnym przystankiem w podróży po Wschodniej Afryce. Główne atrakcje to najniższy punkt kontynentu, słone jezioro Assal, którego powierzchnia znajduje się 153 m poniżej poziomu morza, pobliski czynny wulkan Ardoukoba (ostatnia erupcja miała miejsce w 1978 r.) i kanion Adaileh. Brzegi kanionu oddalają się od siebie w tempie 2 centymetrów rocznie i za kilka-kilkadziesiąt tysięcy lat wschodnia część Afryki odłączy się od reszty kontynentu.
(txt: Waldemar Grzegorczyk; foto: Marcin Boguszewski www.adventureexplorers.pl)

ADVENTURE EXPLORERS
www.adventureexplorers.pl
www.zanzibar.pl
ul. Kryniczna 1 lok.4
03-934 Warszawa
tel. + 48 22 357 55 85
fax. + 48 22 616 21 61
mob. + 48 609 333 833

____
RSS: http://www.team-media.org/team.xml KONTAKT: redakcja@team-media.org

IX Wielkanocne Zawody Balonowe Lisie Kąty (08-11.04)

March 22nd, 2010

Team Media Czwarty Żywio

IX Wielkanocne Zawody Balonowe Lisie Kąty (08-11.04)
Aeroklub Nadwiślański ma przyjemność zaprosić do wzięcia udziału w IX Międzynarodowych Wielkanocnych Zawodach Balonowych rozgrywanych w ramach Balonowego Pucharu Polski w dniach 08-11.04.2010.

W zawodach planujemy udział 30 balonów na ogrzane powietrze z kraju i zagranicy (decyduje kolejność zgłoszeń). Celem zawodów jest wyłonienie najlepszego pilota jak również propagowanie sportu balonowego w naszym regionie. Chcemy również przedstawić z powietrza piękno naszego regionu pilotom biorącym udział w lotach.

KALENDARZ ZAWODÓW:
15.03.2010 - termin nadsyłania zgłoszeń

CZWARTEK - 08.04
do 14:00 - przyjazd i rejestracja zawodników
16:00 - odprawa główna
16:30 - odprawa przedlotowa
17:00 - rozgrywanie konkurencji
20:00 - kolacja

PIĄTEK - 09.04
6:00 - śniadanko
6:15 - odprawa
7:00 - rozgrywanie konkurencji
10:00 - śniadanie
15:00 - obiad
16:30 - odprawa
18:00 - rozgrywanie konkurencji
21:00 - pokaz nocny Kwidzyn (kolacja na miejscu przed pokazem)

SOBOTA - 10.04
6:00 - śniadanko
6:15 - odprawa
7:00 - rozgrywanie konkurencji
10:00 - śniadanie
15:00 - obiad
16:30 - odprawa
18:00 - rozgrywanie konkurencji
20:00 - kolacja, ogłoszenie wyników Zawodów, rozdanie pucharów

NIEDZIELA - 11.04
8:00 - śniadanie, rozjazd ekip (dzień rezerwowy)

Aeroklub Nadwiślański Lisie Kąty 20,
86-302 Grudziądz, tel.: (0-56) 468-18-32
(foto: Remek / www.balonem.net)

____
RSS: http://www.team-media.org/team.xml KONTAKT: redakcja@team-media.org

Nagrody publiczności. Czwarty Żywioł! – Beata Zalot & Marek Tomalik

March 19th, 2010

Team Media Czwarty Żywio

Przyznano nagrody publiczności. Czwarty Żywioł!
Publiczność wybrała najlepszy pokaz i najlepszy film pokazywany w czasie. 7. Edycji Festiwalu Podróżników Trzy Żywioły w Krakowie.

Otrzymali ją ex aequo Ola Bednarska za prezentację ?250 dni na czarnym lądzie? i Grzegorz Lityński za poruszającą opowieść ?Sri Lanka ? podróż w głąb zranionych serc?. W nocnym maratonie 3 Żywioły ? Festiwal Filmów Świata bezapelacyjnie zwyciężył ? otwierający Festiwal ? HOME ? S.O.S. Ziemia!, dokument w reżyserii słynnego fotografa Yanna Arthusa-Bertranda. W sumie oddano blisko 2 tysiące głosów. W czasie Festiwalu dowiedzieliśmy się, że w Tanzanii policjanci zamiast pałek używają ogonów płaszczek. W Etiopii kobiety potrafią swoje wargi naciągać na głowę. Indianie Yanomami z Wenezueli nie znają jeszcze metalowych narzędzi. A w Pakistanie małżeństwa są zawierane głównie pomiędzy kuzynostwem. W ciągu trzech żywiołowych dni odwiedziliśmy ponad 20 egzotycznych krain geograficznych.

Tegoroczna edycja Festiwalu była szczególna. Prócz nowości ? nagrody publiczności - pierwszy raz w historii Festiwalu był tak mocno zróżnicowany program. Nowością były warsztaty fotograficzne, projekcje podróżniczych fotokastów. Poprzeczka jakości przedstawianych fotografii zawisła w tym roku niebezpiecznie wysoko. Prezentacje i projekcje odbywały się w Sali Kinowej i dodatkowej Sali Galeryjnej, a uważny słuchacz mógł chłonąć intrygujące szczegóły. Organizatorzy wykorzystali profesjonalny sprzęt do cyfrowej prezentacji obrazu i nowy panoramiczny ekran.
Tradycyjnie pierwszy dzień, piątek ? to filmy. Laureat ?Czwartego Żywiołu? rzeczywiście wwiercał w fotel. Wspólny projekt Luca Bensona i fotografa Yanna Arthusa-Bertranda HOME S.O.S Ziemia! ? to zapierające dech w piersiach, piękne i poruszające obrazy i jednocześnie ostrzeżenie przed zagładą, to wołanie naszej Planety o ratunek. Rozbawił do łez serbski dokument Pretty Dyana. To opowieść o pomysłowych Romach, rozgrywający się na obrzeżach Belgradu. Citroeny 2CV po drobnych modyfikacjach zamieniają się w ich rękach w kosmiczne pojazdy, patrolujące miasto w poszukiwaniu materiałów do recyclingu. Dla kontrastu Afrykański sen okazał się przejmującą historią bez szczęśliwego zakończenia. Wielowątkowa opowieść dotyczyła losów dwóch pokoleń gdańskiej rodziny Choszczów i afrykańskiej dziewczynki, Ekua Abew, sieroty z Ghany. Nie sposób opisać tu wszystkich filmów. Około 350 osób dotrwało do piątej rano, kiedy zakończyła się emisja ostatniego filmu nocnego maratonu!

W sobotę i niedzielę była okazja do wysłuchania bezpośrednio opowieści z różnych stron świata. Najdłużej oklaskiwana w sobotę była Ola Bednarska, która przez 8 miesięcy samotnie podróżowała po Czarnym Lądzie. Odwiedziła 15 krajów. Jak podkreślała, była to niskobudżetowa podróż, średnio dziennie wydawała 15 dolarów. W Sudanie została aresztowana za robienie zdjęć. W Malawi zasypiała przy pochrząkiwaniach hipopotamów, przeżyła też szarżę słonia. W Tanzanii widziała płaszczki, których ogony policja używa zamiast pałek. W południowej Etiopii spotkała plemię, w którym kobiety nacinają sobie i naciągają dolną wargę tak, że niektóre potrafią ją nałożyć na głowę. Po kolejnej propozycji małżeństwa, kiedy mężczyźni przestali się już nabierać na tombakową obrączkę podróżniczki z Polski, w internetowej kafejce wydrukowała sobie zdjęcie Macieja Stuhra. Nachalnym panom wmawiała, że to jej mąż, który jest kapitanem statku i za którym właśnie podąża. Skutkowało.

Z kolei Robert Robb Maciąg opowiadał o swojej podróży po Chinach rowerem. Był to bicykl ?made in China? bez przerzutek. Bywało, że pod jedną górę wyjeżdżał, a raczej wydrapywał się rowerem 4 godziny. W Chinach urzekła go życzliwość i gościnność ludzi. Opowiadał też o kontrastach, które spotykał na każdym kroku ? nowoczesności i wioskach rodem ze średniowiecza.

Janusz Kasza, legenda wśród podróżników ? tym razem zabrał wszystkich do wenezuelskiej dżungli. Opowiadał o ginących Indianach Yanomami, odkrytych dopiero w latach 50. ubiegłego wieku. Żyją oni z dala od wielkich rzek, w głębi deszczowych lasów, unikając kontaktu z innymi ludźmi. Jemu udało się nie tylko do nich dotrzeć, ale także zamieszkać w ich wsi, z bliska oglądając ich zwyczaje, obrzędy, codzienne życie. Plemię to żyje bardzo prymitywnie, nie zna np. metalu czy strun. Noże zastępują kości zwierząt. Dlatego igły, które Janusz Kasza zabrał w podróż, zrobiły na damskiej części wielkie wrażenie. Panie nosiły je w uszach jako ozdoby.

Według tych Indiach choroby to działanie czarowników z innych wsi. Dlatego chorego leczy szaman, wypędzając z niego złe duchy. W wiosce, w której mieszkał, kury i koguty były ptakami ozdobnymi, za to rosół robiło się z papug. Pobyt w Wenezueli był dla Janusza Kaszy także okazją do powiększenia zbiorów motyli. Ma już ok. 8 tys. okazów z różnych stron świata.

Natasza Caban ? gwiazda sobotniego wieczoru, opowiadała o swoim samotnym rejsie dookoła świata. O spełnienie tego marzenia walczyła 8 lat. Mimo różnych przeciwności, udało się. Przez dwa lata jej całym światem był jacht o długości 10 kroków, kilka książek, mała kuchenka i sprzęt nawigacyjny. We znaki dawało się zmęczenie, zmaganie z awariami, samotność. Rozmawiała sama ze sobą, sama naprawiała silnik, walczyła ze sztormami. I jak przekonywała ?w życiu, jak w sztormie, trzeba sobie jakoś radzić?.

Niedziela była dniem podróży głównie do krajów ogarniętych wojną. Bartek Piziak dotarł do rejonu rzadko dziś odwiedzanego przez turystów. Mówił o irackim Kurdystanie ? autonomicznym okręgu. Podglądał życie codzienne Kurdów ? jednego z największych narodów bez własnego państwa.

Ania Maciąg opowiadała o kobietach w krajach islamskich. Radziła też, jak kobiety powinny podróżować po tych rejonach. Przekonywała, że najważniejszy jest strój ? spodnie po kostki, długie rękawy, nakryta głowa. Rowerem przemierzyła Iran i Pakistan. Kobiety w Iranie mogą wykonywać wszystkie zawody, można nawet spotkać płeć piękną za kierownicą taksówek (mogą przewozić tylko kobiety). Nigdy jednak nie dojdą tak wysoko, jak mężczyźni, choćby były lepsze. Udowadniała, że dziewczyny są tam tak samo spontaniczne, wesołe, lubią błyskotki. Tak swobodnie zachowują się jednak wyłącznie w towarzystwie innych kobiet. Nie mają szans na małżeństwo z miłości, o tym, kim będzie ich towarzysz życia, decyduje rodzina. Jeszcze bardziej rygorystyczny pod tym względem jest Pakistan, gdzie wszystkie śluby są aranżowane, najczęściej są zawierane pomiędzy kuzynostwem. W tym kraju kobietę na ulicy bardzo trudno spotkać, chyba, że na targu.

Grzegorz Lityński zabrał wszystkich w podróż na Sri Lankę, do kraju, który w 1983 roku przeżył pogrom, a w 2004 roku 40 tys. osób zabrało tsunami. Podczas słynnego ?czarnego lipca? 27 lat temu w stolicy Sri Lanki ? Kolombo doszło do pogromu Tamilów, których oblewano benzyną, a potem żywcem palono. W starciach pomiędzy Tamilami i Syngelezami zginęło 18 tys. osób. Prezentacja Lityńskiego ?Wyprawa w głąb zranionych serc? to efekt spotkań z różnymi osobami, które opowiadają o swoich losach, często dramatycznych. Mnich, którego matka oddała w wieku 10 lat do klasztoru, z perspektywą, że spędzi tu całe życie. Marzy tylko o jednym ? o powrocie do domu. Mężczyzna, który został kaleką. Został pobity przez policjantów po tym, jak nie chciał dać im pieniędzy. Rybak, któremu tsunami zabrało wszystko ? żonę, sześcioro dzieci i dom. Nie stać go na łódź, więc łowi ryby siedząc godzinami na żerdzi wbitej w morze tuż przy brzegu. Staruszek, który ciągle wraca wspomnieniami do obrazów z 1983 roku, kiedy żywcem palono dzieci, kobiety, starców.

Dzieci to najlepsi żołnierze. Zdyscyplinowani, oddani, a do tego tani. W Ugandzie tworzą Armię Boga. Dotarł do nich Wojciech Jagielski, dziennikarz Gazety Wyborczej ? gość specjalny tegorocznych ?Trzech Żywiołów?.Jego książka ?Nocni wędrowcy? to efekt wielu podróży do tego jednego z najbardziej niespokojnych krajów świata. Jeździ tam od połowy lat 90. To czasy rządów dwóch krwawych dyktatorów ? Miltona Obotego i Idi Amina. Opowiadają za śmierć prawie miliona osób. W tym kontekście ugandyjskie przysłowie Tam, gdzie walczą dwa słonie, najbardziej cierpi trawa ? nabiera szczególnego znaczenia. W poszukiwaniu dzieci-żołnierzy Jagielski dotarł do Gulu, małego miasteczka, gdzie znajdują się ośrodki resocjalizacyjne dla małych weteranów wojny, których przy pomocy specjalnych programów próbuje się przywrócić do normalnego życia.

W Ugandzie jest bardzo mocna wiara w duchy. Ludzie, duchy i natura ? mają takie same prawa. Musi istnieć pomiędzy nimi równowaga. Jeśli zostanie zakłócona, dochodzi do różnych nieszczęść i kataklizmów ? wojen, chorób, trzęsień ziemi. Duchy mszczą się, bowiem na tych, którzy zakłócili porządek.

? Podróże do Ugandy nauczyły mnie jednego. Muszę opisywać tamtą rzeczywistość językiem dla nas zrozumiałym, ale nie mogę lekceważyć tego, co mi mówią ? np. ich wiara w duchy to część ich rzeczywistości ? przekonywał Jagielski. ? Staram się nie mieć osobistego stosunku do tego, co opisuję. Nie mam misji. Ale mam pasję i profesję ? to dziennikarstwo ? wyjaśniał. ? Bo dziennikarz, który chce zmieniać świat, minął się ze swoim powołaniem ? dodał. (Beata Zalot & Marek Tomalik)

____
RSS: http://www.team-media.org/team.xml KONTAKT: redakcja@team-media.org

Nurkowanie Podlodowe w polskich wodach – Kasia Doliwa & Rudi Stankiewicz

March 19th, 2010

Team Media Nurkowanie Podlodowe

Nurkowanie Podlodowe w polskich wodach - Kasia Doliwa & Rudi Stankiewicz
Zima 2009/2010 doskonale przygotowała polskie wody na nurkowania podlodowe. Podlodowe nurkowanie skutecznie odstrasza nurków, szczególnie na początku ich kariery. Możliwe, że przyczyną jest myśl, że jest to nurkowanie związane z ekstremalnym zimnem i stresem. Naturalnie można podczas nurkowania pod lodem sprawdzić swoją odporność psychiczną na przebywanie w zamkniętych przestrzeniach, z których nie ma bezpośredniego dostępu do powierzchni. Weźmy jednak pod uwagę kilka czynników. Przede wszystkim bezpieczeństwo nurkowania pod lodem. Decydując się na kurs czy nurkowanie podlodowe dobieramy odpowiedniego (odpowiedzialnego) partnera /instruktora. Niezbędna i konieczna jest także asekuracja powierzchniowa. Tu znów muszą znaleźć się osoby, którym ufamy, które nie tylko trzymają w dłoniach linę, do której jesteśmy przywiązani, ale także są w pełni gotowe na profesjonalną reakcję w przypadku sytuacji awaryjnej. Dodatkowo jesteśmy przywiązani liną zarówno do naszego instruktora jak i do asekuracji powierzchniowej. Kolejne zabezpieczenie to oznakowania drogi powrotu na powierzchni widocznej spod lodu?

Jak widzicie zabezpieczeń przed ewentualną sytuacją awaryjną jest bardzo dużo. Pomimo to wielu nurków nadal ogarnia paraliżujący strach przed wejściem do wody. Jeśli nie jest to fobia a lęk przed nieznanym i naszymi wyobrażeniami - mogę jedynie powiedzieć, że nie ma przecież przymusu odpływania od przerębla. Można oswajać się powoli i zdecydować się na odbycie nurkowania wyłącznie w zasięgu widoczności przerębla, lub dosłownie pod nim pływać "w koło" (tu trójkąt).

Doznania z takiego nurkowania są niezapomniane. Wrażenie z samego przebywania pod taflą lodu głęboko zostają w pamięci. To jak pęcherze powietrza rozchodzą się pod powierzchnią, ciekawe wrażenie z wkręcania śruby w lód. Dokładny jej rys po wykręceniu, kiedy każdy kawałek spirali dokładnie zostaje wyryty w pozostawionej w lodzie dziurze. Widok linii zabezpieczających spod tafli, a w końcu zupełnie inne wyjście z wody i związane z tym możliwe przygody. Dodajmy do tego, że aktualne rozwiązania konfiguracji sprzętu spowodowały, że pod lodem można nurkować i nie marznąć. Suche skafandry i dobra odzież termiczna bardzo skutecznie ograniczają dyskomfort związany z marznięciem. Wystarczy zanurzyć się w przeręblu aby sprawdzić jakie to uczucie, jak wielkie oczy ma strach w konfrontacji z rzeczywistością. Twoje zdjęcie zrobione pod lodem zdecydowanie dopełni satysfakcję tego czynu. Duma z niezwykłej aktywności dodatkowo spotęguje naszą motywację do robienia rzeczy niezwykłych.

Podsumujmy zatem. Pod lodem:
- nie jest zimno jeśli nurkujemy w suchym skafandrze,
- nie jest strasznie gdyż jesteśmy na linie asekuracyjnej,
- nie jest strasznie gdyż nurkujemy w pobliżu przerębla,
- aby nurkować pod lodem musisz mieć już spore doświadczenie nurkowe (taki wymóg kursu)
- na pierwsze nurkowania zawsze idziemy z instruktorem, który zagwarantuje odpowiednie bezpieczeństwo, asystę i szkolenie.
(txt: Kasia Doliwa i Rudi Stankiewicz; foto: Rudi Stankiewicz)

Zatem zapraszamy
www.bestdivers.pl

____
RSS: http://www.team-media.org/team.xml KONTAKT: redakcja@team-media.org

Wycieczka szkolna, wypoczynek inaczej – Paweł Hodowaniec

March 19th, 2010

Team Media Integracja w Kortunal

Wycieczka szkolna, wypoczynek inaczej - Paweł Hodowaniec
Nie spodziewaliśmy się takiej wycieczki. Znaczy, spodziewaliśmy się, że będzie ciekawie, bo wykaz punktów programu obfitował w zajęcia, których nie spotyka się na standardowych szkolnych wycieczkach. Sami mogliśmy zresztą sobie wybrać jakie punkty chcemy zrealizować, i to było zdecydowanie fajne. Oczywiście nie obyło się bez kłótni w klasie, choć najdłuższy spór dotyczył tego, czy będziemy spać w namiotach czy w ośrodku. Srebrna Góra to naprawdę ładna miejscowość. Góry, kamieniczki, no i oczywiście forty. Już pierwszego dnia instruktor zaprowadził nas na szczyt góry, gdzie piętrzył się wielki okrągły zamek. (poprawka, on wygląda trochę jak zamek, ale mówi się na niego fort - tak nam powiedział przewodnik). Oczywiście poznaliśmy całą historię, zanim przeszliśmy do najfajniejszego - powitali nas panowie ubrani w śmieszne, XVIII - wieczne mundury pruskich żołnierzy. W pełnym rynsztunku. Każdy z nas miał okazję nabić prochem i wystrzelić z repliki pruskiego pistoletu, a na koniec zobaczyliśmy pokaz strzelania z działa. Głośno było... Instruktorzy też nas zadziwili. Przyzwyczajeni byliśmy do dość sztywnego stylu różnego rodzaju przewodników, a tu proszę. Mówili do nas tak, jakby wcale nie byli pewnego rodzaju nauczycielami, żartowali, czasem się na nas darli całkiem poważnie. Mówiliśmy do nich po imieniu, albo ksywami. Drugi, którego spotkaliśmy zagroził, że jak ktoś powie do niego "Pan", osobiście zrzuci takiego delikwenta z mostu. Nie uwierzyliśmy co prawda, ale na wszelki wypadek nie kusiliśmy losu. A na moście się znaleźliśmy nieprzypadkowo, gdyż na nim znajdowały się najbardziej straszliwe punkty naszej wycieczki. Były to zjazdy na linach. Jeden w dół pionowo, gdzie regulowało się samemu prędkość. A drugi, który nazywali "kolejką tyrolską", to były liny rozpięte pod kątem i zjeżdżało się po nich na bloczkach z dużą prędkością. A tam było naprawdę wysoko, jak z dziesiątego piętra. Niesamowite przeżycie! Oczywiście wrzasku i śmiechu było co niemiara, każdy się bał, ale niektórzy udawali, że się nie boją. Instruktorzy byli cierpliwi, tłumaczyli i zachęcali, ale trzymali dyscyplinę i nie pozwalali na żadne wygłupy. Oprócz zjazdów jeszcze mieliśmy możliwość powspinania się po skałkach. Wyglądało to na strasznie trudne wyzwanie, ale prawie każdy dał radę dojść do połowy wysokości, a niektórzy nawet na sam szczyt. Po takiej dawce wrażeń po powrocie do ośrodka i kolacji myśleliśmy, że odpoczniemy i trochę pobrykamy po ośrodku. Okazało się, że nic z tego, bo gdy już było dobrze ciemno, przyszli znów instruktorzy, kazali ubrać się w ciuchy do wybrudzenia, zabrać latarki i poszliśmy w teren. TO była trasa! Szliśmy przez jakieś tunele pod górą, które się zwężały i trzeba było się czołgać. Wszyscy myśleli, że się nie zmieszczą, ale to tylko tak wyglądało. Za to wybłociliśmy się niesłychanie. Potem była przeprawa przez strumień, jakieś wąwozy i parowy. A potem była sztolnia, taka uryta w lesie. Instruktor opowiedział legendę o jej powstaniu i obejrzeliśmy ją w środku. Powrotna droga prowadziła przez jeszcze jeden tunel, ale tu już wiedzieliśmy, że wszyscy dadzą radę się przeczołgać. Jak wróciliśmy do ośrodka, to już serio na nic nie mieliśmy siły....

Nazajutrz były kolejne punkty: wycieczka do doliny ze strumieniem, gdzie też była stara sztolnia i wszyscy zabawiliśmy sie w poszukiwanie srebra! Paru osobom się udało, na znalezionych kamyczkach połyskiwała galena, czyli ruda ołowiu z prawdziwym srebrem. Miejscowość ta została nazwana Srebrną Górą nie bez powodu. Potem poczuliśmy jeszcze klimat średniowiecznej osady, strzelając z łuku i rzucając toporkiem do tarczy, w asyście instuktorów, ubranych w stroje z epoki wikingów. Ale już wszyscy czekali na noc, kiedy miała się odbyć gra w "Pocztę Robin Hooda". Zostaliśmy zaprowadzeni w środek lasu, gdzie podzielono nas na dwuosobowe posterunki w odległości od siebie. Mieliśmy pokonywać odległość między posterunkami i przekazywać hasło. Trudność polegała na tym, że zabrali nam latarki! Chodziło o to, żebyśmy nauczyli się korzystać ze zmysłów innych niż wzrok, szukać ścieżki stopami, nawoływać się i tak dalej. Szliśmy w kompletnej ciemności w środku lasu, zupełnie po omacku. Złośliwi instruktorzy wcale nie straszyli po drodze i wcale nikt się ich nie bał i nie wrzeszczał.... Ta noc była naprawdę emocjonująca. Następnego dnia raz jeszcze poszliśmy na liny - tym razem był to mostek z lin, który instruktorzy nazywali "tybetańskim". Po jednej linie się szło nogami, a drugiej trzymało, wszystko było ruchome, huśtało się, ale wbrew pozorom dało się iść. W ten sposób przeprawiliśmy się przez fosę. A potem pożegnaliśmy się ze Srebrną Górą, mając nadzieję, że może jeszcze uda się tu wrócić. (Paweł Hodowaniec)

Kortunal - turystyka i przygoda
ul. Warowna 2
57-215 Srebrna Góra
tel/fax 74/8180069
kom. 0604755659
www.kortunal.com
kortunal@republika.pl

____
RSS: http://www.team-media.org/team.xml KONTAKT: redakcja@team-media.org

Nowy Rekord Świata w Nurkowaniu Górskim – Kamil Iwankiewicz

March 18th, 2010

Team Media Rekord Świata w Nurkowaniu Górskim

Nowy Rekord Świata w Nurkowaniu Górskim - Kamil Iwankiewicz
Po 5 tygodniach w Chile i Boliwii wróciliśmy do Polski z rekordem świata, ale po kolei... Wyruszyliśmy do Chile 8 lutego 2009 z konkretnym celem: pobicia rekordu świata w nurkowania na wysokości. Od kilku lat marzyłem o nurkowaniu w kraterze wulkanu Licancabur, w środku którego znajduje się najwyżej położone jezioro na świecie (5916 m.n.p.m). Sam wulkan i jezioro spowite są zasłoną tajemnicy i wielu legend indiańskich. Jedna z nich opowiada o dwóch młodzieńcach, Licancaburze i Juriquesie, którzy pokochali tę samą kobietę, księżniczkę Quimal. Księżniczka oddała swe serce Juriquesowi, lecz jej ojciec, książę Lascar, przyrzekł jej rękę temu drugiemu. Podczas nocy poślubnej Quimal wyznała Licancaburowi, że jest w ciąży. Rozżalony młody małżonek powiedział o tym ojcu księżniczki, ten wpadł w gniew i kazał ściąć Juriquesowi głowę. Jednak ta tragiczna historia ma swój happy end. Każdego ranka Juriques obejmuje swym cieniem Quimal. Licancabur zaś w ukryciu ronił łzy, które z czasem stały się jeziorem wypełniającym krater. Indianie wierzą, że kto zakłóca spokój Licancabura, tego dosięgnie jej zemsta. Postanowiliśmy zaryzykować... Wcześniej jednak w ramach aklimatyzacji wspieliśmy się na wulkan Toco 5600 m.n.p.m oraz legendarnego rywala Licancabura - wulkan Juriques 5700 m.n.p.m. Olbrzymi krater Juriquesa zrobił na nas duże wrażenie. Faktycznie z odległości kilku kilometrów szczyt krateru wydaje się być ścięty jak głowa młodzieńca z legendy.

Głównym obszarem naszych działań w Chile i Boliwii była Pustynia Mglista czyli Atacama, która uważana jest za najsuchszy rejon świata, w którym od ponad 400 lat nie spadła ani jedna kropla wody. Dzieje się tak m. in. za sprawą inwersji termicznej - zjawiska, które sprawia, że nad obszarem środkowej Atacamy nie tworzą się chmury. Ze względu na brak wilgoci w powietrzu widoczność może sięgać tu nawet 300 km ! a widoki są oszałamiające..

Podczas naszej ekspedycji wybraliśmy się również do słynnej Doliny Księżycowej i Doliny Śmierci a także najwyżej położonych gejzerów na świecie - El Tatio (4300 m.n.p.m) Po kilkudniowym zwiedzaniu okolic miasteczka San Pedro de Atacama (zdjęcie), pojechaliśmy do pobliskiej Boliwii. Wspinaczkę na Licancabur rozpoczęliśmy 20 lutego o godzinie 3 w nocy. Ze względu na idealną pogodę zapowiadaną na ten dzień przez synoptyków, postanowiliśmy przeprowadzić całą akcję górską wraz z nurkowaniem w ciągu jednej doby. Zabraliśmy tylko najpotrzebniejsze rzeczy, których ciężar i tak przekraczał 20 kilogramów na głowę. Wnosiliśmy w sumie zdublowany sprzęt nurkowy i akcesoria alpinistyczne, paczkę ciastek i trochę wody... Wyruszyliśmy w towarzystwie naszego przewodnika Filipa, francuskiego alpinisty o tym samym imieniu oraz 2 Chilijczyków z przewodnikiem Ivanem. Pomimo olbrzymiego ciężaru na naszych plecach wyprzedzamy Ivana i jego team zatrzymując się na odpoczynek raz na 2 godziny. Ivan i jego kompani dają nam znać ok. południa, że odpuszczają i żegnamy się z nimi przez radio. Pomimo niesamowitych widoków, które nas otaczają rzadko mamy okazję żeby je podziwiać. Jesteśmy skoncentrowani na podejściu, ze wzrokiem wbitym w skały. Po drodze odpoczywamy w ruinach indiańskiego sanktuarium, do którego dociera niemiecki alpinista Marcus z boliwijskim przewodnikiem. Po morderczej walce z ciężarem plecaków docieramy na szczyt o 14.30., decydując się od razu na nurkowanie, co było wyzwaniem samym w sobie. Schodzimy do wnętrza krateru. Po kilkunastu minutach stajemy nad brzegiem jeziora, widok jest oszałamiający. Jezioro ma wymiary ok. 90 na 70 metrów. Krater wulkanu wymiarami przypomina Coloseum lub stadion piłkarski z olbrzymimi trybunami na których zasiedli członkowie naszej wyprawy.

W międzyczasie Łukasz zmontował cały sprzęt i pomógł mi założyć skafander. Po kilku minutach od zanurzenia mam awarię automatu i muszę wypłynąć. Błyskawiczna zamiana automatów i mogłem kontynuować nurkowanie. Jezioro w kraterze niepodobne jest do żadnego innego zbiornika jaki do tej pory widziałem. Struktura dna jest niezwykła. Złoto-cytrynowy granulat, prawdopodobnie pochodzenia organicznego (bo na pewno nie był to piasek) usiany jest różnej wielkości skałami od małych kilkudziesięciokilogramowych odłamków po kilkunastotonowe skały o przedziwnych formach. Skały te w ciągu milionów lat odrywały się od komina krateru i wpadały z impetem po urwistym zboczu do jeziora. Tego dnia w miejscu w którym siedzieli moi towarzysze zdarzył się właśnie taki przypadek. Kilkutonowa skała stoczyła się do jeziora w miejscu gdzie leżał nasz przewodnik, który cudem tylko uniknął śmierci odciągnięty na bok przez Łukasza. Jednak to nie skały na dnie jeziora zrobiły na mnie największe wrażenie lecz niewielkie ok. 5 milimetrowe żywe organizmy, których przy dnie jeziora pływały tysiące. Zastanawiałem się w jaki sposób te maleńkie zwierzęta skolonizowały tak niegościnny i niedostępny akwen, gdzie radiacja jest porównywalna z marsjańską ?

Zestawienie planety Mars i wulkanu Licancabur jest w tym miejscu nieprzypadkowe. Licancabur był kilka lat temu obiektem badań NASA, która testowała w kraterze i samym jeziorze elementy aparatury mającej na celu zbadanie czerwonej planety. Naukowcy z NASA zebrali i zbadali próbki wody odkrywając w jeziorze kilka zupełnie nowych endemicznych gatunków flory i fauny. (Przed samą wyprawą do Chile konsultowaliśmy z Dr Natalie Cabrol z NASA nasze plany związane z czasem przebywania pod wodą oraz zastosowaniem gazów na tej wysokości. )

Jezioro Licancabur jest pełne życia, tysiące drobnych skorupiaków nieustannie krąży po całym zbiorniku. Przy samym dnie, przyklejone do skał leżały kokony czerwonej galaretowatej substancji, która być może była formą inkubatora dla nowego pokolenia czarnych skorupiaków. Zebrałem do pojemników próbki wody zawierające kokony, osad denny oraz żywe organizmy. Podczas pierwszego 40 minutowego nurkowania, udało mi się opłynąć kilkukrotnie całe jezioro ustanawiając rekord świata, który należał wcześniej do zdobywcy podwójnej Korony ziemi, słynnego himalaisty i płetwonurka Ricardo Torresa Navy, który w 2005 roku poprawiając rekord Boliwijczyków zanurkował 2 krotnie w jeziorze na 7 i 11 minut, wyczyn ten został zapisany w księdze rekordów Guinessa jako nowy rekord świata z czasem łącznym 18 minut. (http://www.everestnews.com/stories2005/nava04102005.htm, www.panasonic.com.mx/micrositios/licancabur/alpinista.swf)

Po 40 minutach spędzonych na 6 metrach (to maksymalna głębokość jeziora) wynurzyłem się po aparat fotograficzny, czułem się dobrze wiec postanowiłem zejść na dno zbiornika jeszcze na 25 minut. Tabele dekompresyjne nie przewidują nurkowania powyżej 3000 metrów więc, to zanurzenie zważywszy na wysokość - prawie 6000 metrów i czas spędzony pod wodą - ponad godzin można nazwać eksperymentalnym. Po zakończeniu nurkowania czułem się bardzo wyczerpany, ale nie miałem żadnych oznak choroby dekompresyjnej. Było już bardzo późno i chcąc przed zmierzchem dotrzeć do bazy musieliśmy włączyć 2 bieg, co z gigantyczną wagą naszych plecaków nie było łatwe.

Francuz i Niemiec z chilijskim przewodnikiem szli bardzo szybko, za szybko jak dla mnie. Robiło się już się bardzo zimno, Łukasz poszedł z nimi, ale został na ok. 5300 m, czekając na mnie ok. godziny, palce przymarzły mu do kijków trekkingowych... Przebraliśmy się w cieple ubrania i popędziliśmy w dół. Przez kilka godzin ślizgałem się po skalach, co skończyło się krwiakami na stopach i utratą paznokcia. Zrobiło się ciemno i bardzo wietrznie. Jako ostatni dotarłem do pickupa, grubo po 21 czasu boliwijskiego. Wszyscy byliśmy skonani i zmarznięci, termometr wskazywał już -20 stopni, w ostatniej chwili uciekliśmy od mrozu. Po 15 godzinach niedźwiedziego snu w schronisku pod Licancaburem wyjeżdżamy z Boliwii

Na granicy Boliwijski-chilijskiej czekała nas smutna niespodzianka. Policja graniczna skonfiskowała nam próbki skał i osadów, które zebrałem w jeziorze Mieliśmy świadomość, że do Chile nie można wwozić (tak samo jak do Australii) żadnych rzeczy pochodzenia organicznego. Na nic były tłumaczenia, że próbki będą wykorzystane do badań naukowych. W San Pedro w którym wcześniej mieszkaliśmy informacje o naszym sukcesie rozniosły się lotem błyskawicy. Mieszkańcy przegotowali fiestę z tej okazji. Wiemy na pewno, ze w przyszłym roku wrócimy na Atakamę, mamy tu rachunki do wyrównania z... wulkanem Lullaillaco. (Kamil Iwankiewicz)

____
RSS: http://www.team-media.org/team.xml KONTAKT: redakcja@team-media.org

Pod lodem ale w Rybakach – Jacek Paradowski

March 17th, 2010

Team Media Rajd Wiosenny Tułacz

Pod lodem ale w Rybakach - Jacek Paradowski
Układając w listopadzie kalendarium miałem pewność, że na początku roku będziemy mogli nurkować pod grubym lodem jeziora Łańskiego. I chociaż świąteczne ocieplenie było bardzo niestosowne, w pierwszym tygodniu stycznia mieszkańcy wiosek okalających Rybaki zaczęli chodzić na skróty. W poprzek i wzdłuż naszego jeziora. Przeczucie mnie nie oszukało.

Dlaczego w Rybakach?
Pod lodem ale w RybakachChociaż Rybaki mamy we krwi i traktujemy to miejsce jak nasz drugi dom rodzinny, o tym aby nurkowania podlodowe prowadzić nad jeziorem Łańskim decydują również inne, zupełnie obiektywne powody. Po pierwsze hangar, który daje ochronę przed wiatrem i pozwala wygodnie przygotować i zdemontować sprzęt. Po drugie, pracująca w pokojowej temperaturze sauna umila proces ubierania się i ratuje po nurkowaniu najbardziej zmarzniętych. Po trzecie, gruntowna znajomość ukształtowania dna pomocna przy planowaniu lokalizacji przerębli oraz ewentualnych działaniach ratowniczych. Po czwarte, dzięki zaangażowaniu osób pracujących w Rybakach, zawsze przejezdna droga ewakuacyjna. Po piąte ciepły nocleg, po szóste pyszny, gorący barszcz ukraiński na obiad. Mógłbym wyliczać jeszcze długo powody które mają jedną wspólną cechę: przekładają się liniowo na bezpieczeństwo nurkowania. Prowadząc szkolenie zawsze należy dołożyć wszelkich starań aby okoliczności prowadzenia nurkowań były sprzyjające i zwiększały bezpieczeństwo a nie stanowiły dodatkowe źródło problemów i niedogodności.

Przerębla.
Pod lodem ale w RybakachJest jak magiczne lustro, przez które można wejść do zaczarowanego świata. Wejść i wyjść. To właśnie problem powrotu głównie zaprząta moją uwagę i wpływa na ostateczny wygląd i zabudowę przerębli. Lubię gdy ma kształt trójkątny, bo wycinanie takiej przerębli jest najmniej pracochłonne a ostrokątne naroża ułatwiają wchodzenie i wychodzenie z wody. Dobrze swoją rolę spełniają również przeręble o kształcie prostokątnym. Nie warto instalować się w przypadkowych szczelinach i wytopiskach. Nigdy nie wiadomo co było przyczyną powstania takiego otworu i czy jest on stabilny. Dodatkowo, zwykle jego nieregularne obrzeża sprzyjają zakleszczaniu się liny asekuracyjnej.
Na liście sprzętu do nurkowań pod lodem warto mieć kilka desek z otworami. Przykręcone śrubami do lodu stanowią doskonały element oporowy dla osób asekurujących oraz ułatwiają wchodzenie i wychodzenie z przerębli. Wybór miejsca w którym wycinamy przeręble będzie miał wpływ na głębokość pod otworem i warto uzależnić go od celu naszego nurkowania. Odradzam robienie przerębli blisko dna. Zanurzający się tam zespół może podnieść osad i pogorszyć dobrą widoczność wody, która zwykle jest jedną z głównych zalet nurkowania pod lodem. Jeżeli mamy odpowiednią liczbę osób i ilość sprzętu aby zabezpieczyć i asekurować wszystkie stanowiska, przy większej grupie uczestników warto zrobić kilka przerębli. W ten sposób skrócimy czas oczekiwania na wejście do wody a w sytuacji awaryjnej będziemy mogli prowadzić działania ratownicze z najbardziej dogodnego miejsca.

Zabezpieczenie nurka.
Pod lodem ale w RybakachW trybie szkoleń i nurkowań rekreacyjnych pod lodem jestem zwolennikiem wygodnych, bezpiecznych i logicznie uzasadnionych rozwiązań. Za takie uważam system asekuracyjny składający się z dwustronnie zamocowanej, asekurowanej liny oraz uprzęży. Prostota tego systemu oraz wysoki poziom bezpieczeństwa jaki gwarantuje takie rozwiązanie, przekonał nas aby stosować go w Rybakach jako obowiązujący standard. Używając takiego systemu należy dopilnować aby wszystkie połączenia (zamocowanie liny na powierzchni, zamocowanie liny do uprzęży, zapięcie uprzęży oraz zabezpieczenie karabinków) zostały wykonane w staranny i pewny sposób a w czasie trwania nurkowań były cały czas kontrolowane. Integralną częścią zabezpieczenia jest osoba asekurująca, która potrafi pracować z liną asekuracyjną i jest w stanie prawidłowo reagować na zachowanie się nurkujących.

Dobór towarzystwa.
Pod lodem ale w RybakachUważam, iż zdecydowanie najlepszym zabezpieczeniem przed konsekwencjami awarii i wypadków jakie mogą towarzyszyć nurkowaniu pod lodem są ludzie, którzy to nurkowanie organizują, biorą w nim udział czy asekurują. Ludzie, którzy znając wartość ludzkiego życia potrafią z wyobraźnią i konsekwencją zadbać o każdy szczegół i o każdą minutę nurkowania. Kluczowe funkcje to osoby asekurujące liny oraz nurek ratownik. Nie wyobrażam sobie, aby ich zabrakło na akcji podlodowej lub by swoje obowiązki wykonywali niestarannie lub niechętnie. Dodatkowo, każdy kto jest na lodzie może pomóc przy budowaniu stanowisk, zakładaniu sprzętu, dojściu do przerębli, układaniu lin itp. Nurkowania pod lodem są nurkowaniami bardzo obciążającymi i każda życzliwa pomoc decyduje nie tylko o przyjaznej atmosferze ale przekłada się wprost na komfort i bezpieczeństwo nurkowania. Nie ma nic piękniejszego niż nurkowanie z ekipą od której wręcz emanuje bezinteresowność, determinacja oraz poszanowanie zasad i obowiązków.

Warunki zimowe.
Pod lodem ale w RybakachGdyby stworzyć listę dobrych i złych uczynków zrobionych przez zimę na rzecz nurkowania, po stronie pozytywów byłaby tylko jedna pozycja: pokrycie jeziora lodem. Po stronie nagatywów byłoby tego znacznie więcej: zamrażanie sprzętu, wychładzanie nurków, zawiewanie śniegiem, skracanie dnia i wiele, wiele innych nieprzyjaznych dla ludzkiego organizmu okoliczności. Planując nurkowania pod lodem należy pamiętać o warunkach jakie będą nas otaczać i utrudniać wszystko co będziemy starali się robić. Z Zimą nie możemy walczyć, możemy jedynie przygotować się do działania na jej warunkach. Odpowiedni sprzęt nurkowy, umiejętność korzystania z niego w niskich temperaturach, znajomość technik rozwiązywania sytuacji awaryjnych, właściwe zabezpieczenie termiczne na powierzchni - to tylko niektóre z warunków jakie musimy spełniać chcąc bezpiecznie nurkować pod lodem. Jednak najważniejszym warunkiem do spełnienia jest umiejętność zrezygnowania z nurkowania w sytuacji, która nas przerasta.

Warto pomyśleć o innych.
Pod lodem ale w RybakachPo skończeniu nurkowań należy koniecznie zabezpieczyć przeręble. Pamiętajmy, że pozostawiona przerębla bardzo szybko pokryje się lodem i śniegiem tworząc niebezpieczną dla przechodzących tędy osób, pułapkę. Oznakowanie takiego miejsca może polegać na postawieniu dookoła kawałków wydobytej tafli czy włożeniu w otwory w lodzie ściętych gałęzi.

Podsumowanie.
Nurkowanie pod lodem to jedna z najpiękniejszych i najbardziej wymagających form nurkowania. Może ono być zarazem bardzo łatwe jak i bardzo niebezpieczne. Zależy to jedynie od osób, które to nurkowanie realizują. Właściwy sposób zabezpieczenia, asekuracji i przygotowania się do rozwiązywania ewentualnych sytuacji awaryjnych powoduje, iż nurkowanie pod lodem nie stanowi najmniejszego zagrożenia dla nurków pomimo trudnych warunków atmosferycznych i przestrzeni zamkniętej. Z kolei świadome zaniedbywanie jakiejkolwiek z zasad, ignorancja, niewiedza czy też zbyt duża pewność siebie czyni z nurkowania pod lodem tragiczną próbę oszukania losu. (Jacek Paradowski, CN Nowa AMA; Zdjęcia: Monika Kornecka)

Centrum Nurkowe Nowa AMA
Kontakt: tel./fax
022-825-04-49
022-875-91-24
022-875-91-25
e-mail: biuro@nowa-ama.pl
02-591 Warszawa ul. Batorego 20/362

____
RSS: http://www.team-media.org/team.xml KONTAKT: redakcja@team-media.org