Sid postanowił odświeżyć jedną ze swoich starych gier. Nic dziwnego, teraz ma o wiele większe możliwości, nie tylko techniczne ale i finansowe. Moim nieskromnym zdaniem jest to tytuł zasługujący na odrodzenie bardziej niż sama Cywilizacja. Nad pierwszą wersją z 1994 roku spędziłem nie więcej niż kilkanaście godzin ale powodem tego był wiek tej gry, kiedy zagrałem pierwszy raz ta gra miała już ponad 10 lat! Mimo trudności związanych z wiekiem emerytalnym gra pozostawiła bardzo pozytywne wrażenia. Trudno więc dziwić się że wieści o nowym wcieleniu kolonizacji przyprawiły mnie o gęsią skórkę.
Nowa kolonizacja jest zbudowana na silniku Cywilizacji IV. Tyle że tym razem nie będzie okazji do budowania cywilizacji od podstaw, gra jest skoncentrowana na okresie podboju Ameryki. Szczerze mówiąc w cywilizacji irytowało mnie to podejście do upływu czasu, tutaj jest o wiele lepiej. Oczywiście zmiana fabuły pociągnęła za sobą inne zmiany niżeli tylko zmianę dat. Pod komendę dostajemy osadników zamiast jakichś Zulusów czy amerykanów (to było fajne w CIV, jest rok kilka tysięcy p.n.e. i można budować USA),tutaj jesteśmy bliżej realiów i dostajemy możliwość prowadzenia osadników którzy w rzeczywistości kolonizowali ten kontynent.

Ale czasami nie nastawiajcie się na symulację kolonizacji tego kontynentu!! To tylko gierka, nie symulator, mam wrażenie że coraz trudniej o grę które próbuje dorównać rzeczywistości, no cóż prostota taż ma swój urok. Na początku rozgrywki gracz ma jeden jedyny stateczek który z trudem przepłynął morderczy dystans dzielący stary kontynent od ameryki. Statek rzuca kotwicę w zatoczce, na brzeg schodzą pierwsi osadnicy którzy już niebawem urządzą holokaust rdzennym mieszkańcom tego lądu. Ale nie będę wyprzedzał faktów. Chwilowo dowodzę małą osadą do której ciągle przybywają nowi osadnicy ze starego świata. Wszystko rośnie, nowe miasta powiększają włości gracza. Na kontynent płyną statki wyładowane po brzegi dobrami zrabowanymi z tego pięknego skrawka ziemi. Niestety apetyt rośnie w miarę jedzenia, nie mówię tu wyłącznie o osadnikach, ale o władcach mocarstw na oceanem. Chciwość każe podnosić podatki zamorskim koloniom, lont został podpalony. Oczywiście nikt nie lubi płacić podatków, szczególnie ludzie którzy tak ciężko pracowali na swoje majątki. Żal ściska kolonistów kiedy patrzą na statki wyładowane dobrami znikające za horyzontem. Wszystkie bajki i pędzie do wolności i niezależności można spokojnie włożyć między bajki. Pieniądz leży u podstaw USA, chciwość to główny bodziec dla działań obywateli naszego świata. Lont dopala się do końca, a na końcu jest dynamit, mówiąc prościej ludzie mają dość i ogłaszają niezależność od swoich protektorów. Oczywiście żaden szanujący się władca nie puści płazem takich czynów. Statki wypełnione po brzegi znikają za horyzontem, tym razem płyną nie z kolonii ale właśnie do nich. Żołnierze stłoczeni jak ogórki kiszone starają się nie zwariować. Ale to nasi wrogowie więc niech wszyscy złapią syfa na tych statkach. Zadaniem gracza jest pokonanie sił inwazyjnych (a może zgodnie z panującą modą sił pokojowych). Kto pierwszy pokona siły pokojowe wygrywa, ale uwaga na czas, gracz ma do dyspozycji zaledwie 300 tur. W tylu turach należy ogłosić niepodległość a następnie obronić ją.